Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Egipt 9-16.02.2012

Brzeg Zachodni, rejs po Nilu

12-02-2012

Brzeg Zachodni to miejsce kultowe dla wszystkich podróżników. To tu znajdują się Dolina Królów, Świątynia Królowej Hatszepsut. Oczywiście miejsca te znam od dawna i widziałam je kilkadziesiąt razy, ale wiem o istnieniu innych mniej popularnych miejsc a  jeszcze bardziej interesujących i kolorowych, te  też już widziałam. Z bardzo dokładną mapką udaje mi się jednak znaleźć miejsca nowe, które mamy obejrzeć dzisiaj.

Nasz znajomy umówił nas ze swoim szwagrem, który jest taksówkarzem i o 9 spotykamy się przed hotelem. Zresztą nie musimy się natrudzić by go znaleźć, standardowo na każdego wychodzącego z hotelu turystę czeka szpaler utworzony przez dorożkarzy i przez taksówkarzy. On jednak już z daleka macha do nas porozumiewawczo. Taxi – dumnie prezentuje nam swój samochód. Peugeot – model jakiś bardzo stary, ale o to właśnie chodziło, mamy nadzieję, że dotrzemy na miejsce i z powrotem. Wszystko nam gra w środku  i ryrocze. Pięknie.
I znowu powtórka manewru z wczoraj, pan niespodziewanie parkuje przed mini sklepikiem i Maluch dostaje lizaka, kanapki na słodko i soczek. To prezent. Jasne, że być może wpłynie to na nasze końcowe rozliczenie i prócz umówionej kwoty dostanie napiwek, ale to ryzykowne założenie.
Jedziemy, zielone łąki, akurat pora zbiorów trzciny cukrowej, pociągi wypakowane po brzegi trzciną. Wszędzie poranny ruch, dzieciaki już w szkole. W budce zakupujemy bilety do wszystkich zaplanowanych na dzisiaj obiektów. Jest puściusieńko, w jednej z nich odkrywamy grupkę Włochów. Podobnie jak my delektują się miejscami spoza listy atrakcji głównych. Pogoda jak u nas w czerwcu, do tego błękitne niebo i suche powietrze.
Hmmm, pełen zachwyt. Wracamy do hotelu ok. 14 – akurat by odpocząć przy basenie z widokiem na Nil. Tu teraz nie dzieje się zbyt wiele, jest gorąco i flauta, ale co innego wieczorem. Około 16 wyruszamy na poszukiwania łódki. Chcemy popływać po Nilu i zobaczyć zachód słońca. Oczywiście ani jednego kroku nie możemy zrobić same, nasza dorożka wiezie nas na promenadę i tu poleca swojego znowu kuzyna albo szwagra. Ten oddala się od drogi by sam na sam z nami wynegocjować stawkę. Oczywiście standard egipski zaczynamy od kwoty, za którą mogłabym kupić łódkę wraz z panem. Potem dziesięć minut utyskiwań i narzekań, Aż wreszcie przy 1/10 pierwotnej ceny pan przystaje na rejs wiedząc, że dotarł już tak daleko, że czeka go już tylko odmowa i inna łódka.
I płyniemy, herbata po egipsku na pokładzie, muzyczka też egipska i słońce chylące się ku zachodowi. Pięknie, żagiel, feluka, lata historii. Wokół nas pojedyncze łódki, które tak jak my wybrały się na rejs.
I na koniec dnia wizyta w mojej ulubionej kawiarni, nie wiem czy mam do niej słabość bo lubię właściciela, który jest bardzo przystojny i miły czy po prostu kawiarnia jest wyjątkowa. Pewnie jest, bo gdzie indziej siedziałabym pełna zachwytu na plastikowych krzesłach na zwykłej drodze pomiędzy dwoma wysokimi budynkami, dosłownie pod balkonami tutejszych mieszkańców. Do  tego ulepkowaty i gęsty sok z mango, truskawek i gujawy. Oczywiście szisza, której nauczono mnie tu palić lata temu. Najpierw tylko patrzyłam, ale trzeba było spróbować i teraz idzie mi całkiem sprawnie. Ale najlepiej smakuje tu w Egipcie. Panowie wprawdzie zerkają z sąsiednich stolików, nie dość, że sama, to na dodatek biała i pali. Moim atutem łagodzącym jest dziecko.
Dobranoc


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: