Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Islandia 5-13.06.2016

W porcie

08-06-2016

Jest środa, a zabrałam się za pisanie relacji w piątek. Przyznaję, że muszę podejrzeć na zdjęciach co po kolei robiliśmy. Wszystko się musi najpierw uleżeć, a nazwy są i tak nie do zapamiętania i nie do powtórzenia. Na dzisiaj zaplanowaliśmy sobie objazd fiordów na wschodzie wyspy. Zapowiada się piękna widokowa trasa. Pierwsze miasteczko trochę nas jednak rozczarowuje. To chyba już taka reguła, że jednego dnia mamy mnóstwo atrakcji i to wielkich a drugiego niestety nie aż tak spektakularnych. Niemniej jednak robimy przystanek i znajdujemy najstarszy budynek w mieście przerobiony teraz na kawiarnię i muzeum. Dobra kawa i kawał ciasta nikomu jeszcze nie zaszkodziły. Przed nami kolejny off road, i aż nas korci, żeby przejechać sobie pętelkę reklamowaną w kolejnym przewodniku jako bardzo malownicza trasa. I rzeczywiście po drodze napotykamy na kilka bardzo ciekawych i widokowo niezapomnianych miejsc, przede wszystkim dlatego, że mamy świetną widoczność i góry, ośnieżone szczyty przepięknie komponują się z wodą migocącą w oceanie. Pamiątkowe zdjęcia, kolejny stop przy wodospadzie.

Zgłodnieliśmy a ja w jednym z opisów na blogu znalazłam polecaną restaurację w interiorze czyli akurat na naszej dzisiejszej trasie słynącą z dobrej kuchni i egzotycznych dla nas dań. Musimy przejechać i to kawał drogi, sama jestem ciekawa ile nam wyjdzie kilometrów na koniec wyprawy. Jeździmy bardzo dużo zarówno dniem jak i nocą.

Okrążamy jezioro mając stale bardzo piękne widoki i znajdujemy domek jak z obrazka, dach porośnięty równo przyciętą świeżutką trawką, bardzo zadbany ogródeczek, piękne boisko a poniżej nawet ruiny starego monastyru. Najpierw jednak kierujemy się do restauracji, która wprawdzie zakończyła już serwowanie lunchu w postaci bufetu ale za to zamawiamy z karty. Królują u nas ryby i owoce morza, mamy też kulki z renifera i angelikę – tutejszą roślinę. A na deser ciasto z rabarbarem zrywanym tuż przed chwilą nad rzeczką. Bardziej lokalnie się nie da i smacznie także nie. Obawialiśmy się posiłków a bardziej ich cen tutaj. I rzeczywiście jadamy śniadania a potem szukamy miejsca na główny posiłek, wybór jest bardzo ograniczony bo nie ma zbyt wielu takich miejsc, poza tym ceny do niskich nie należą. Ale kiedy już się oswoiliśmy z wydatkami przyznajemy, że można znaleźć tu prawdziwe delikatesy.

Posileni i wypoczęci kończymy deserem i kawą ruszamy do ruin monastyru a potem dalej w drogę drugą stroną jeziora. Już wcześniej wypatrzyliśmy piękny wodospad i teraz zatrzymujemy się by go zobaczyć z bliska. Droga do wodospadu wygląda na dość krótką ale tylko wygląda, okazuje się, że to jednak kawał drogi i to pod górę. Mierzymy się z nią do połowy, resztę zostawiamy na następny raz, ale z miejsca do którego doszliśmy widok i tak jest oszałamiający a ten huk wody i moc rzeki fantastyczne. Z pewnością wodospady należą do mocnych stron Islandii.

Dalsza droga wiedzie trasą na północ do Husavik. Najpierw jednak z ciekawości zaglądamy do wielkiego centrum zbudowanego wokół gorących źródeł, wygląda to jak wielkie kąpielisko z basenami i jacuzzi, jest też sauna. Obiecujemy sobie, że jeszcze może tu zajrzymy po czym gnamy do Husavik. Tu mieszkamy w samym porcie, maleńkim jak i całe miasteczko. Po raz kolejny urzeka nas dbałość o szczegóły w tutejszych gesthousach. Wszystko świeże, białe, pachnące, w stylu skandynawskim oczywiście.

Pełni sił gromadzimy się jeszcze na podsumowanie dnia.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali:

PFR