Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Islandia 5-13.06.2016

Islandia - podsumowanie

07-07-2016

Mija miesiąc od naszego pobytu na Islandii. Ponieważ głośno o niej ostatnio dzięki wspaniałej postawie na Euro 2016 we Francji wątek nie pozwala mi się rozstać ze wspomnieniami przywiezionymi z wyprawy. A że wczoraj na warsztatach usłyszałam, iż relacja na stronie ESTY ma być nie tylko kawałkiem dobrego tekstu ale osobistym artykułem, fragmentem rzeczowego i eksperckiego bloga to wracam z zakończeniem mojej relacji z Islandii. Koniec tym bardziej wiarygodny, że odczekany. A to pomaga zawsze, kiedy wracam bardzo rozentuzjazmowana z jakiegoś kraju, to miesiąc studzi emocje i ostatecznie pozwala na przygotowanie zbilansowanego raportu plusów i minusów, kiedy dany kraj nie zachwyca mnie zbytnio, po miesiącu obraz się wygładza i łagodnieje mój osąd.

W przypadku Islandii, żadna z tych reakcji nie miała miejsca.

Czy wróciłam rozentuzjazmowana? Na pewno nie bardziej niż po swoich pierwszych wyprawach do RPA, na Madagaskar czy choćby do Etiopii, niezadowolona czy zawiedziona tu nie mogę znaleźć przykładów. Islandia to kraj bardzo specyficzny, z pewnością może być męczący i cóż muszę użyć tego słowa choć pewnie nie przystoi ono do relacji pozytywnej: monotonny. Wiem co piszę, pamiętacie że z planowanych 1499 kilometrów nasz licznik ostatecznie dobił aż do 4500 kilometrów, co znaczy po około 600 kilometrów dziennie, byliśmy tam tylko tydzień. Dużo, nawet bardzo dużo, ale cel przyświecał bardzo ambitny: zobaczyć wszystko, albo przynajmniej jak najwięcej. Wiem, że teraz ucięłabym tu i tam. Wiem, co na pewno warto zobaczyć i tam pojechałabym jeszcze raz. Wszystkie wodospady to cuda natury, i nie ma jednego, który wskazałabym jako ten najpiękniejszy, najlepszy, wart zobaczenia. Każdy był inny, inaczej usytuowany, zupełnie odmiennie wpisany w krajobraz. Były wysokie i chude, niskie ale grube, były dzielone na tarasy, i takie, które szerokim pasmem spadały z góry, były też takie, które tworzyły mgiełkę pod którą można było przejść a i takie do których nie doszliśmy bo mamiły wielkością i odległością. Wodospady to z pewnością atrakcje warte zobaczenia.

Kolejna wielka przygoda to wyprawa na wieloryby. Nie chcę doszukiwać się wyjątkowości w naszym wieczornym rejsie żaglowcem, zakładam, że ta pora roku i taka pogoda oraz ta sama firma pokazują wieloryby wszystkim podobnie. Rejs był fenomenalny, porównuję tę wyprawę z innymi na których byłam, a kilka już mam za sobą i w ogóle nie ma jej jak zestawiać, w rankingach bije pozostałe na głowę. Wielka łódź, nas mało. Słońce i błękitne niebo mimo chłodnego powietrza, wielorybów dużo i dużych oczywiście wszędzie dookoła. Subtelne objaśnienia ale bardzo rzeczowe. Wreszcie gorąca czekolada i relaks na pokładzie. Tak, to z pewnością warte zobaczenia.

Guesthouse będzie mi się już zawsze kojarzył z Islandią i zawsze dobrze. To wspaniałe miejsca noclegowe. Nie rozważałam noclegów w nielicznych hotelach na wyspie ze względu na ceny, dużo wyższe w porównaniu do cen noclegów w guesthousach. To nie dla atmosfery, która często towarzyszy takim miejscom gdzieś na świecie, ja najbardziej kojarzę to z Ameryką Południową, gdzie ludzie z plecakami docierają do takich miejsc, by przy wieczornych spotkaniach dzielić się swoimi wrażeniami i wymieniać poglądy. Tu spotykaliśmy niewiele osób, bo i obiekty były kameralne, a napotykani ludzie tak jak my zamiast z plecakiem to z walizką wsiadali nie do autobusu liniowego czy nie łapali autostopa tylko pakowali się do wypożyczonego auta terenowego. Jedno pozostało wspólne z obrazkami z  Ameryki Południowej: miks narodowościowy. Napotykaliśmy bardzo wiele nacji ale najczęściej podróżnicy przemierzali wyspę w dwójkę, najwyżej w czwórkę. Wracając do guesthousów, wspólne łazienki nie przeszkadały i nie spowalniały ruchu. Pokoje były zawsze czyste i świetnie wyposażone. Nadzwyczaj wysoki standard i czasem zaskakująco urokliwe miejsca. Tylko przez 7 dni nocowałam na parafii przerobionej na hotel, na zupełnym odludziu w dobudowanej do domu stodole, w prywatnych pokojach „po dzieciach” przesympatycznej pary Islandczyków, w starym magazynie portowym. Warto było, każde to miejsce miało swoją historię a dzięki temu, choć przemieszczaliśmy się codziennie nie zlały się one mi w jeden obraz.

Gorące źródła potrafią być naprawdę gorące. Może aż nadto za to oferują świetny przerywnik w zwiedzaniu i oczywiście są też praktycznym rozwiązaniem na wymarznięte stopy. Bo mimo nadzwyczaj dobrej pogody na temperatury powyżej 18 stopni w porywach nie ma co liczyć.

Islandia to z pewnością kierunek dla miłośników przyrody ale i zaciętych podróżników. Nie wystarczy zdać się na dwie czy trzy wycieczki z Reykjaviku by móc poznać cały kraj. To wyspa wyzwanie, która nęci pięknem i obiecuje wiele ale w zamian za zaangażowanie i chęć poznania.

Odradzam ją na wycieczkę z małymi dziećmi, za to już nastolatki, z namiotem, na campingu czy w camperze mogłyby być zachwycone.

Temat jedzenia przemilczę, bo fish and chips albo zupa rybna to naprawdę zbyt mało by pisać o tym w podsumowaniu.

Ceny? Cóż tanio nie jest, trzeba liczyć się z wydatkami, z pewnością sposobem jest wczesna rezerwacja wyjazdu i miejsc noclegowych. Ale koszty benzyny, jedzenia na miejscu i tak zrobią swoje. Dobra wiadomość wszystkie atrakcje przyrodnicze (poza jedną) są bezpłatne. Zapłacimy za bilety wstępów do muzeum (tych jest niewiele).

By tych z Was, którzy nadal nie wiedzą czy jestem zadowolona z pobytu na Islandii czy jednak nie, nie pozostawić na rozdrożu uspakajam i zapewniam, że zamierzam tam wrócić i to nie tylko z poczucia obowiązku zawodowego. Pewnie nie porwę się na objazd Islandii na rowerze jak to robi wielu, nie wybiorę się także na kilkudniowe trekkingi, ale przygotuję z pewnością 5-6 dniowy wyjazd uwzględniający wszystkie najważniejsze miejsca na wyspie. Okroję trasę rezygnując z długich przejazdów a ilość fiordów ograniczę do kilkudziesięciu kilometrów bo ich urok nie podlega dyskusji ale ich powtarzalność wyleczyła mnie z chęci objeżdżania ich wszystkich. Są podobne, co tu dużo mówić. Czas zaoszczędzony wolę przeznaczyć na rafting, konne wypady czy wycieczkę na Grenlandię. Ale to już inny temat.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali:

PFR