Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Chiny - Tybet 5-25.07.2007

6 dzień

10-07-2007

Następnego dnia zbudziło nas jak zawsze do tej pory piękne letnie słońce. Ruszyliśmy wcześnie, żeby przed długą podróżą najpierw samolotem do Xining a potem pociągiem do Lhasy zdążyć zwiedzić czekające na nas atrakcje w Xi'anie i wpaść do hotelu po nasze rzeczy. Mała Pagoda Dzikiej Gęsi zauroczyła nas równie jak Park w Pekinie. Byliśmy tutaj jedynymi Turystami a pośród nas krążyli sami Chińczycy. Ćwiczyli Tai Chi, grali na instrumentach, śpiewali pieśni z opery pekińskiej. Niektórzy z nas spróbowali nawet dołączyć do ćwiczących grup. Wywołaliśmy tym samym sporo uśmiechów na twarzach zadziwionych naszą odwagą Chińczyków. Muzeum jest akurat w trakcie renowacji, zapewne przed olimpiadą, jak wiele innych obiektów w Państwie Środka. Jednakże należycie zadbano o zwiedzających, tworząc w salach bocznych tymczasowe wystawy w oparciu o eksponaty muzealne. I tak najbardziej spodobały się nam rowery.

Mimo upału i lejącego się żaru z nieba, nic nie było nam straszne. Zapału mieliśmy więcej niż sił, chociaż Trójka naszych Kolegów: Janusz, Marek i Darek objechali w prawie godzinę i kilka minut całe mury miejskie w Xi'anie. Nie lada wyczyn. My zdobyliśmy ćwiartkę tychże samych murów i czekaliśmy na naszych Bohaterów. Jednak największe zwycięstwo tego dnia dopiero na nas czekało.

Przelot do Xiningu odbył się bez najmniejszych trudności, o czasie wylądowaliśmy na miejscu. W planie mieliśmy kolację, zakupy i transfer na dworzec. I juz podczas kolacji się zaczęło. Dostałam do ręki bilety i co się okazało, że na 18 możliwych kombinacji zastosowano 15 i każdy z nas miał nocować w innym przedziale i na dodatek, jeden na górze, drugi na dole a inny po środku. Nie wyglądałam na Najszczęśliwszą, ale nie wszystko stracone. Przyjęliśmy strategię zapobiegania katastrofie. I choć wszyscy mieliśmy już wizję 25 godzin w towarzystwie samych Chińczyków, bez miejsca na nasze bagaże, możliwości zejścia z samej góry, by posiedzieć na dole, i wiele innych strasznych pomysłów nie daliśmy się zaskoczyć sytuacji.

W mgnieniu oka zjedliśmy kolację, jeszcze szybciej zrobiliśmy zakupy (widząc nasze torby można było założyć, że podróżować będziemy przynajmniej tydzień) i udaliśmy się na dworzec. Tłum ludzi nas nie przestraszył. Z biletami w ręku dotarliśmy do naszego pociągu. Walizy zostały na peronie a my rzuciliśmy się do naszych miejsc nastawieni na zaciekłe negocjacje. Było ciężko. Prócz nas trzy inne grupy Białych także wpadły na taki sam pomysł i przeciskaliśmy się między Chińczykami, tobołami, przedziałami chcąc znaleźć najlepsze rozwiązania. Ostatecznie odnieśliśmy zwycięstwo: udało się nam skompletować prawie dwa całe przedziały, niestety nie wszyscy mogliśmy być razem, ale na tyle blisko, że podróż i tak upłynęła nam wspólnie.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: