Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Peru i Boliwia 5-25.10.2007

La Paz, ruiny Sillustani, Święta Dolina Inków

21-10-2007

Nocleg tym razem w iście luksusowych warunkach. Po ostatniej nocy cieszy nas wszystko. Miejsce położone nad samymi salarami, z okien widzimy jeszcze ostatnie promienie zachodzącego słońca. Delektujemy się pysznym jedzonkiem w restauracji zrobionej z soli, tak jak i wszystkie pozostałe pomieszczenia. Rozmowom nie ma końca.

Dziś kończy się nasza przygoda z salarami. Przed nami podróż powrotna do La Paz. Do przejechania aż 530 kilometrów. Ruszamy wcześnie pilnując tempa. Cały czas towarzyszą nam cudne widoki i łapczywie chwytamy każdą możliwość uwieńczenia tego na zdjęciach. Boliwia pozostawia po sobie mnóstwo wrażeń, warto było marznąć w zimnym schronisku, nie mieć ciepłej wody i jechać godzinami w jeepach. Wszyscy jesteśmy urzeczeni pięknem i spokojem tego miejsca. W La Paz pożegnanie z naszymi opiekunami i spacer do centrum miasta. Niektórzy z nas (Glorie) kuszą się na kawkę z ciastem, a niektórzy na dobrą pizzę. Jutro od rana szał zakupów na targu czarownic a potem krótkie zwiedzanie miasta i powrót do Peru.

Tuż po śniadaniu ruszamy w kramy i stragany. Czapeczki, szale, poncho, muzyka, pączkujemy. Mamy coraz więcej bagaży. Ale wszystko tu kusi. Pakujemy się wreszcie do autobusu i znowu czeka na nas niemiła niespodzianka, z powodu strajku nie uda się nam dojechać do Tiwanaku. Decydujemy się na krótkie zwiedzanie miasta. Najstarsza uliczka pohiszpańska, punkt widokowy, stadion i wyjeżdżamy z miasta. Po drodze podziwiamy w pełnym słońcu prezentującą się dumnie Kordylierę, na sam koniec pstrąg z grilla i granica. Tu czeka na nas Enrique (przewodnik peruwiański), który zabierze nas na nocleg do Puno.

Ostatni długi przejazd autobusem. Najpierw jednak śniadanie, potem ruiny Sillustani. Gościna u jednej z rodzin, która częstuje nas serem własnej roboty i gotowanymi ziemniakami. Kupujemy parę byczków na szczęście i jedziemy dalej. Przystanek na misie. Miało być kilka jest kilkanaście... Poza tym jeszcze kilka sweterków, czapek, kapcie, i tak bez końca. Obiad. A popołudniem zwiedzamy Świątynię Raqchi i kościółek Św. Piotra Apostoła. Późnym popołudniem docieramy do Cusco. Wszystkim starcza sił na nocny spacer na główny plac miasta. Jest pięknie. Wszystkie najważniejsze budowle oświetlone, mnóstwo ludzi.

Cały dzisiejszy dzień zarezerwowaliśmy na zwiedzanie Pępka Świata. Najpierw targ różności, tym razem jednak wcale nie z pamiątkami dla turystów tylko wszelkimi lokalnymi owocami i warzywami. Docieramy także do części, gdzie sprzedaje się ryby, owoce morza, suszoną ikrę rybią. Potem sekcja mięsna, tu widoki czasem dla nas zaskakujące. Są całe tusze zwierząt, ich połówki, ćwiartki, podroby, głowy, ogony... Na sam koniec przechodzimy mijając część z ziołami i kwiatami do pań wyciskających świeże soki. Pyszności. Dalsza droga wiedzie poza mury miasta Cusco. Przed nami pierwsze ruiny inkaskie, zapoznajemy się z technikami budowlanymi sprzed 500 lat. Odwiedzamy także farmę, na której prócz znanych nam już alpak i lam oraz wikunii zobaczymy po raz pierwszy guanako. Sesja zdjęciowa nie ma końca. Rozochocone świeżą koniczyną w naszych rękach zwierzaki nie odstępują nas ani na krok. Bawimy się przednio. Na sam koniec zwiedzania znowu ruiny poinkaskie w centrum miasta i katedra. Obfity lunch i czas wolny... Leniwe spacery po mieście zakłóca nam burza i deszcz, który nie zamierza przestać padać.

Dzisiaj decyzją całej grupy zamiast programu standardowego poszerzamy go o dwie atrakcje w Świętej Dolinie Inków. Nie żałujemy, bo zarówno okrągłe tarasy uprawne jak i solanki podobają się nam bardzo. Dzisiaj w Polsce głosowanie - uważnie śledzimy losy. Janusz A. na gorącej linii informuje nas o wynikach. Tu w Peru także święto - bo spis powszechny. Tym samym sporo osób przed południem zostaje w domach. My zwiedzamy: Ollantaytambo i Pisac. Kolejna okazja na kolorowe zakupy.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: