Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Brazylia 28.02-14.03.2008

Foz, Argentyna, powrót do Polski

14-03-2008

Jutro już przed nami ostatni przelot na południe - dotrzemy do Foz, by przez ostatnie trzy dni pobytu oglądać wodospady. Czas na kolejne pozdrowienia tym razem dla Basi i Leszczy oraz Mamy i całej Rodziny Marysi. Esia, Ewa M. i Jarek pozdrawiają Krystynę, Ludwika i Fokę.

Wstajemy wcześnie, jedząc śniadanie na niebie pojawiają się pierwsze zwiastuny wschodzącego słońca. Tym razem samolot odlatuje punktualnie. Za to ma międzylądowanie w Rio. Miało nie być przesiadki, ale już się zmieniło i jednak przesiadka jest. Lądujemy w Foz prawie o czasie. Pogoda w pełni nas zadawala. Krótki tylko postój w hotelu i postanawiamy wuruszyć od razu na zwiedzanie. Pierwsza atrakcją mają być helikoptery, które zataczają koło nad wodospadami. Ustawiamy się w kolejce i za chwilę czwórkami podziwiamy wodospady tym razem z góry. Po helikopterze mamy czas na Park Ptaków. I tu grzęźniemy na dobre. Adam pewnie ma największy niedosyt. Podobało się nam bardzo. Wieczorem oczywiście uczta brazylijska.

Dzisiejszy dzień to wyjazd do Argentyny. Pogoda jeszcze się nie określiła - w powietrzu pachie deszczem. Ale my jak zawsze mamy szczęście, po spacerze na trasie górnej i odwiedzeniu Gardzieli Diabła, jemy lunch. Wtedy leje. My kończymy, deszcz też i jak tylko pakujemy się do ciężarówki, którą zjedziemy do wody, gdzie przesiądziemy się na łódkę, świeci już jaskrawe słońce. Niektórzy z nas przyjmują opcję z pelerynką (przykrywamy całe ciałka łącznie z głową pelerynkami i kurtkami) tą grupę tworzą: Ewa M., Czesia i ja. Niektóre części nas nawet uchowają się suche, ale niewiele ich będzie. Pozostali rozkoszują się wodą na żywioł. W efekcie nasz kapitan brawurowo moczy nas do suchej nitki podpływając pod same wodospady. Mamy ubaw przedni! To dopiero oddaje siłę i frajdę obcowania z wodospadami.

Na sam koniec jeszcze pożegnalne zdjęcia  z trasy dolnej. Wracamy do Brazylii. Na granicy czeka na nas sporo formalności - ale udaje się je wszystkie załatwić nader sprawnie. Kolacja pożegnalna - w eleganckiej restauracji w mieście. Bardzo piękne podziękowania.

Na sam koniec spacer wzdłuż brzegu rzeki po stronie brazyjiskiej. Piękne zwieńczenie całej naszej wyprawy. Wyraziste słońce tworzy nad wodospadami przepiękne i wyraźne tęcze. Tak miało być.

Lotnisko musi nas czymś zaskoczyć. Tym razem nasze linie TAM zawzięły się i mają obiekcje co do wielkości niektórych naszych bagaży podręcznych. Na nic prośby, argumenty. Ostatecznie Monia musi nadać swój plecak jako bagaż główny, a Jola przepakować walizkę. San Paulo - tu bez większych niespodzianek. Prócz tego, że samolot ma na starcie godzinne spóźnienie, ktorego niestety nie nadrobi. W Paryżu już tradycyjnie spóźnienie, tym razem trzy godziny czekania na połączenie na samolot do warszawy. I to jeszcze nie koniec. Nasze bagaże (na szczęście nie wszystkie) dotrą dopiero następnego dnia.

A i tak Brazylia była przecudna. Z wszystkich przygód wyszliśmy obronną ręką. Teraz myślimy o trasie odchudzającej, nie dało się nie poddtyć odrobinę.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: