Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Indie 14-30.10.2008

Jaipur, przejazd w okolicę Parku Rathambore

20-10-2008

Kolejny dzień w Jaipurze zaczynamy na raty. Najwcześniej z nas wstają Renia, Celina, Marysia, Ola, Sylwia, Rysio i decydują się na powtórkę przejażdżki rikszami po budzącym się do życia mieście. Sądząc po przywiezionych zdjęciach wypad do miasta o świcie był w pełni trafionym pomysłem. Ruch zaczyna się około ósmej. Coraz nas więcej schodzi na kubek gorącej kawy lub herbaty. O 9 jesteśmy w komplecie przy stole śniadaniowym. Krótko potem udajemy się w drogę. Na dzisiaj zaplanowaliśmy tylko przejazd w okolicę Parku Rathambore, gdzie zamierzamy wytropić najprawdziwsze tygrysy. Droga nie zapowiada niczego niespodziewanego, przed nami do przejechania tylko 180 kilometrów. Jednak odległości podawane w Indiach mogą być złudne. Połowa drogi upływa nam dość szybko. W trakcie opowiadamy sobie o życiu w Indiach, sytuacji kobiet w tym kraju, dzieciach, szkole, itd. Zatrzymujemy się na toaletę oraz mini zakupy w jedynej na trasie restauracji. Niektórzy z nas kuszą się na małą przekąskę, inni buszują wśród wyłożonych w sklepie towarów. Ruszamy w dalszą drogę. Tym razem niby taka sama połowa zajmie nam dużo więcej czasu. Już na kilka kilometrów od miejsca na przerwę zaczynają się pierwsze roboty drogowe. Cała jezdnia jest rozkopana i rozwalcowana. Ani żywej duszy, która by tu pracowała. Jeden mały objazd, drugi i jeszcze jeden. Nie ma końca. Nie przeszkadza nam to jednak we wprowadzeniu w świat zagrożonych tygrysów bengalskich. Nie możemy się nadziwić jak duże mogą być te wykopy. Staramy się odwrócić naszą uwagę od rozkopanej trasy. Obserwujemy prowincję indyjską. Nie możemy się nadziwić jak wygląda tu życie. Rację ma Jaga twierdząc, że przeżywamy swoiste science-fiction. Dla tych ludzi żyjemy w zupełnie innej czasoprzestrzeni. Wiemy coraz więcej o Indiach, mimo to trudno nam zrozumieć pewne zjawiska i zdroworozsądkowo je sobie wytłumaczyć. A przy drodze toczy się cała codzienność. Widzimy mnóstwo pracujących ciężko kobiet w ich pięknych kolorowych sari. Lepią placki z krowich odchodów, murują cokoły przed domami, zbierają chrust, wypasają bydło, pielą grządki, zajmują się dziećmi. Mężczyźni niestety siedzą sobie na sznurkowych łóżkach. We własnym gronie bawią się w najlepsze. Przejeżdżając wszyscy pozdrawiają nas z wielkim uśmiechem. Machają nam na powitanie zarówno mężczyźni jak i ich kobiety i dzieci. Zgubiliśmy rachubę w kilometrach dzielących nas od parku, na dodatek na wertepach wysiadł mi mikrofon. Jednak okazuje się, że nasz cel jest już blisko. Spotykamy nawet kilku białych, którzy dotarli tu przed nami i teraz są przed centrum informacji. Docieramy do naszego hotelu. Pokoje są już gotowe. Liczymy na basen, ale mimo pachnącego nowością hotelu okazuje się, że po dwóch latach użytkowania basen przecieka na tyle poważnie, że konieczna jest jego rozbiórka. Tylko dlaczego rozpoczęto ją właśnie wraz z naszym przyjazdem?
Rozchodzimy się do pokoi i spotykamy na godzinę przed kolacją. Za trudy podróży należy odpocząć. Imieniny „na niby”obchodzą Ola i Sylwia i znowu jest okazja do wspólnych plotek. Nasz opiekun częstuje nas lokalnymi skrętami. Nie mogę zdradzić kto próbuje bo to wycieczkowe tajemnice. Przyznaję, żę niektóre osoby z papierosem –skrętem w ręce to duża niespodzianka. Potem seria dowcipów –tu prym wiodą Panowie: Janusz, Bogdan i Paweł. Najwięcej dowcipów będzie o myśliwych i polowaniach, lekarzach, i wiele innych. Każdy z nich nagrodzony jest wybuchem śmiechu. Nawiązując do jutrzejszego safari padają sposoby na polowanie na różne zwierzęta.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: