Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

RPA 11-27.10.2009

Kapsztad, wjazd na Górę Stołową, Przylądek Dobrej Nadziei, Ogrody Kirstenbosch

25-10-2009

Wbrew prognozom pogody zamiast deszczu i zimnego frontu wita nas piękny dzień. Błękit nieba i słońce. Od razu ruszamy na Górę Stołową. Znana z kaprysów pogodowych przyzwyczaiła nas, żeby korzystać z każdej nadarzającej się okazji by na nią wyjechać kolejką. Pogoda wydaje się w sam raz. Jak dojedziemy na szczyt, panowie z daleka kiwają głowami, co nie wróży nic dobrego. Okazuje się, że gondole dzisiaj nie wjeżdżają na górę, bo mimo słońca jest zbyt duży wiatr, który uniemożliwia bezpieczny wjazd na samą górę. Pytamy o prognozy na najbliższe godziny. Niestety nie są to rokowania optymistyczne. Cóż, robimy objazd miasta. Kapsztad podoba się nam dużo bardziej niż Johannesburg czy Durban. Pora na foki. Podjeżdżamy do portu. Po wielorybach i przy dzisiejszym wietrze mamy więcej osób, które decydują się zostać na lądzie. My jednak płyniemy – krótki rejs bo w godzinę jesteśmy z powrotem. A foczki na wyciagnięcie ręki. Baraszkują w wodzie, inne wygrzewają się na skałach. Czas na Przylądek Dobrej Nadziei. Najpierw jednak trasa wykuta w skale. To znowu nowość i dużo szczęścia, po tym jak trasa ta zamknięta była przez prawie dwa ostatnie lata, udało się nam teraz ją przejechać. Otworzono ją ponownie zaledwie dwa tygodnie temu. Docieramy do Punktu Przylądkowego. Zdobywamy szczyt i mamy piękny widok. Prawie wszyscy decydują się na pieszą wędrówkę aż do Przylądka Dobrej Nadziei. Trasa nie jest ani zbyt długa ani szczególnie trudna, natomiast jest bardzo wietrznie. Boimy się o Marysie i Olę, aby nie zdmuchnął ich wiatr. Wszyscy musimy się mocno zapierać by pewnym krokiem dotrzeć do celu. Tam oczywiście pamiątkowe zdjęcia przy tablicy informacyjnej gdzie jesteśmy. Zziębnięci i z włosami na jeża ruszamy na plażę pingwinów. Ponieważ jesteśmy już trochę głodni przysiadamy na mała przekąskę. Wyjątkowo szybko i sprawnie zostajemy obsłużeni. Potem już tylko pingwiny. Nie tylko my dzisiaj walczymy z wiatrem. Ptaki pochowane pod krzakami w swoich norkach. Udaje się nam je jednak sfotografować i to z bliska. Czas na ostatnią atrakcję – Ogrody Kirstenbosch. Spacer po całych ogrodach. Małe zamieszanie z porą kolacji i jednak większością głosów jedziemy do Włocha bezpośrednio po ogrodach. Może to i lepiej bo znowu jedzenie wjeżdża na stół bardzo późno. Za to jak na kolację pożegnalną przystało mamy wino, szampana, na zakończenie likier melonowy i pyszne jedzonko. Do win dołącza się także nasza Czwórka, która dziękuje za wyrozumiałość w wyborze małego autka. Jest miło i sympatycznie, choć o prawdziwym pożegnaniu jeszcze nikt nie myśli, bo to dopiero we wtorek na lotnisku we Frankfurcie.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: