Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 22.11-13.12.2009

Transfer do granicy Tajlandii Środkowej z Północną

30-11-2009

Ruszamy dość wcześnie, dzisiaj zmierzamy do granicy Tajlandii Środkowej z Północną. Przed nami kręta droga przez góry. Niestety jeden z parków, w którym mieliśmy zaplanowany spacer po krótkim szlaku jest jeszcze zamknięty po porze deszczowej. Jedziemy dość powoli i droga się nam dłuży. Coraz ciekawsze widoki. Mamy dzisiaj Solenizanta – Andrzej. Obchodzimy więc uroczyście Andrzejki. Zaczynamy od przedpołudniowej rundy z życzeniami i poczęstunkiem w autobusie. Około 14.00 docieramy do bram naszego drugiego parku, w którym ładne widoki na całą dolinę. Z dużego autobusu przesiadamy się do pick-upów i żwawo pniemy się po drodze dojazdowej do parku. Robimy nawet mini wyścigi, ale że nierówno podzieliliśmy się na trzy grupy – nierówne są też szanse na zwycięstwo. Z jednych aut przesiadamy się do kolejnych i ostatni podjazd. Ku wielkiemu zdziwieniu naszej przewodniczki chcemy choć kawałek trasy przejść pieszo. Maszerujemy niespełna kilometr przy klifie i podziwiamy widoki. Lunch dzisiaj zamawiał kierowca i wybrał nam przekrój różnych dań, w tym także tajskich i ostrych. Smaczne różności. Czas na drugą połowę drogi. Umilamy sobie czas w autobusie oglądaniem przygód Jamesa Bonda, którego akcja właśnie dzieje się w Tajlandii. Szybciej nam uciekają kilometry. Wpadamy tylko do hotelu na szybki prysznic i wybieramy się na masaż tajski. To w zastępstwie za wejście do parku. Nasza przewodniczka włożyła sporo trudu by znaleźć lokal gotowy pomieścić aż 20 osób, ale się udało. Wjeżdżamy przed salon i oczom nie wierzymy. Dwie wielkie wiaty, wewnątrz w szeregu ustawione fotele wyściełane poduchami dla masujących sobie stopy, a po drugiej stronie wielkie drewniane i twarde łóżka na masaż całego ciała. Nie brakuje odważnych i dzielimy się prawie na dwie równe grupy. Panie przystępują od razu do dzieła. Niektórych z nas przebierają w specjalne spodnie by łatwo im było masować. Niektórzy z nas to już stali bywalcy masażu tajskiego, dla innych to premiera. Co jakiś czas chichoty znad łóżek albo przy stopach. A to łaskotki, a to śmieszne historie. Gdyby nas ktoś teraz zobaczył, nie uwierzyłby, że to się dzieje naprawdę. Wokół nas rozstawiają świece z kadzidełkami na komary, coraz ich więcej leci do światła. Mamy też wiatraki obok siebie. Panie coraz sprawniej masują stopy i naciągają ciała. Przyjemnie, po takiej długiej jeździe to bardzo miły relaks. Czujemy też o ile temperatura zmniejsza się nocą. Jest około 22.30 kiedy wracamy do hotelu. Jeszcze w autobusie prezent dla Andrzeja: książka z podpisami wszystkich uczestników.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: