Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 22.11-13.12.2009

Górska Tajlandia, Ogrody Królewskie

03-12-2009

Ale zimno. Jesteśmy w górach na północy Tajlandii i rano jest bardzo rześko. Dzisiaj jeden dzień bez autobusu, co nie znaczy, że nic nie robimy. Przesiadamy się do mniejszych autek i jedziemy w góry. Pniemy się bardzo wysoko. Docieramy do przełęczy na wysokości nawet 1975 metrów. Niektórzy wyelegantowali się na letnią porę i teraz nam marzną. Kupujemy owoce suszone, a w tym słynne lokalne truskawki. Na zdjęcia niestety za wcześnie, bo widoków prawie nie ma, wszystko zatopione w mleku. Docieramy do wioski chińskiej. Bieda straszliwa, rozwalające się chałupy, skromne domki, zwierzaki wraz z ludźmi w jednej izbie, prowizoryczna szkoła. Sięgamy do kieszeni i rozdajemy dzieciakom flamastry, kredki, słodycze. Zaglądamy do niektórych domów. Skromnie i to bardzo…

W środku wsi przysmaki chińskie, pyzy z nadzieniem na parze. Smaczne i bardzo apetyczne. W tym samym czasie Zosia i Rysio znajdują na straganie obok specjalne cygaro-papierosy w wydaniu tajskim. I już jest kolejka do spróbowania. Mila się nawet wraca po nowe zapasy. Czas na zwiedzanie Ogrodów Królewskich. To projekt Króla dla osób zamieszkujących tereny niegdyś przeznaczone na uprawy opium. My oglądamy doświadczalne poletka i odkrywamy wspaniałe rośliny. Zachwycają nas grządki z kolorowymi burakami, kapusta ozdobna. Odkrywamy coraz więcej ziół. W mini szklarniach bonsai i ogrody japońskie. Wracamy na lunch. Pycha. Wszystkie składniki łącznie z serwowanymi na deser kiwi i truskawkami pochodzą z tutejszych upraw. My dodatkowo zamawiamy dwie porcje smażonych żab z warzywami, żaby zapewne z lokalnych stawów. Leniwe popołudnie, kawka, coś słodkiego. Po drodze odwiedzamy dwie kolejne wioski. Rozdajemy nasze zapasy i obserwujemy tutejsze zwyczaje.
W hotelu czas na odpoczynek. Idziemy do miasta na lokalny targ. Ewa, Jola, Wiola, Renata, Adam i Irek znajdują wspaniały koncert. Muzyka podobno niesamowita i głosy cudne. My za to szukamy naleśników z bananami. Niestety jak na złość nie ma żadnej garkuchni w pobliżu serwującej to danie. Chyba już za późno. Ola jednak pamięta, że w jednym z małych sklepików widziała specjalną płytę do smażenia crepes. Wracamy. Pan już chowa cały sprzęt, udaje się nam go namówić na zmianę godzin otwarcia lokalu. Chcieliśmy naleśniki z bananami, ale owoców brak. Dżemu też nie ma. Za to pan wyjmuje pałeczki krabowe. Poddajemy się, biegnę do sklepu i przynoszę dżem jagodowy i mleko skondensowane słodzone. Na bezrybiu i rak ryba. W tym czasie Asia musiała się poświęcić i zjeść jednego naleśnika. W sumie mamy 7 placków za cenę 10, 50 zł.
W pokojach czas na masaż.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: