Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 22.11-13.12.2009

Zwiedzanie Chiang Mai, kurs gotowania tajskiego, ogród orchidei, pociąg do Bangkoku

05-12-2009

Dzisiaj ostatni dzień na północy Tajlandii. Najpierw śniadanie a potem wyjazd w stronę miasta. Kiedy idziemy do naszego autobusu by podzielić nasze bagaże na dwie grupy, bo jedna z nich jedzie z nami pociągiem, inne to transport do przechowalni bagażu w Bangkoku okazuje się, że nasz kierowca walczy już od rana z akumulatorem, który ani drgnie. Cóż niespodzianki być muszą. Czekamy na kolejne informacje, a panowie próbują wszelkich metod by uruchomić autobus. Nie zapowiada się jednak na szybkie rozwiązanie. Próbujemy znaleźć autobus zastępczy, jak na złość dzisiaj urodziny Króla Tajlandii i wszelkie mniejsze autka pozajmowane, bo do dużych miast zjechało się sporo osób z prowincji by uczestniczyć w obchodach. Jednak po kilku telefonach udaje się nam namierzyć cały duży autobus. Czekamy kolejną godzinkę i jest transport zastępczy. Zostawiamy nasze bagaże do przechowalni i naszego kierowcę i jedziemy do miasta. Dzisiaj zajęcia w podgrupach część zostaje z Wasaną i jedzie do pięknie położonej świątyni. najstarszej w Chiang Mai. Dzisiaj są tu tłumy bo urodziny zaczynają się od modłów o zdrowie króla. Jedyna okazja dla nas by zobaczyć jak bardzo religijni się Tajowie. Część z nas pokonuje fragment trasy na kolanach i przez mnicha otrzymuje na nadgarstku przewiązaną nitkę. Potem przejazd do miasta i Ogrodów Królowej, gdzie oglądać można orchidee. I to cały przegląd przez wszystkie możliwe odmiany. My w tym czasie zapisaliśmy się na półdniowy kurs gotowania tajskiego. Chiang Mai to miasto, które jako pierwsze wpadło na pomysł kursów gotowania dla turystów. Wprost z drogi odbierają nas nasi opiekunowie, dwie panie, które świetnie mówią po angielsku. Pierwszy punkt to targ z artykułami spożywczymi i warzywami oraz owocami. Nie musimy robić sami zakupów, bo wszystkie składniki są już na miejscu, ale przynajmniej poznajemy tajniki różnych egzotycznych owoców i warzyw, które okażą się bardzo przydatne podczas gotowania. Jest nas 11 odważnych. Am bo tak się nazywa nasza przewodniczka zabiera nas najpierw do stoiska z kokosami i uczy odróżnić mleczko kokosowe od śmietanki kokosowej. Potem przechodzimy do straganu z makaronami. Jajeczny, ryżowy, sojowy. I wreszcie stoisko z warzywami. I tu odkrywamy wiele nurtujących nas do tej pory warzyw, których nie mogliśmy zidentyfikować w potrawach tajskich. Przede wszystkim dopasowujemy liście do owoców i niektóre smaki. Ustalamy jednogłośnie, że kolendra i bazylia o zapachu i smaku kolendry oraz galgant, to nie nasze smaki. Czas na gotowanie. Najpierw jak w najprawdziwszej szkole zasiadamy w ławkach a przed nami nasza pani od gotowania krok po kroku omawia przygotowane składniki, przyprawy i pokazuje jak należy je pokroić i wymieszać, a potem ugotować. Pierwszym daniem jest typowa tajska zupa tom yam gong, czyli ostry rosół z krewetkami.

300 g krewetek, obranych ze skorupek (pancerze z krewetek zagotować w wodzie, będzie to nasz wywar)
750 ml bulionu
6 ząbków czosnku
6 szalotek
2 kawałki trawy cytrynowej
10 cienkich plasterków galgantu lub imbiru
200 g grzybów (mogą być boczniaki)
2 pomidorki
Ok. 20 małych piekielnie ostrych chilli (my zmniejszyliśmy tę ilość)
3 łyżki stołowe sosu rybnego
5 listków z limony (można spróbować w zastępstwie liście laurowe)
2 łyżki stołowe soku z limony
natka kolendry
 
Porcja dla 4 osób. Ugotować bulion na pancerzykach krewetek. Odcedzić po tym jak się zaróżowią. Dodać czosnek zmiażdżony, szalotki pokrojone wraz ze szczypiorkiem w piórka, trawę cytrynową w kawałkach, galgant, zagotować. Dodać pokrojone w kawałki grzyby i pomidory. Zagotować. Pora na chilli (jeśli mają być bardziej ostre to pokroić w kawałeczki, jeśli mniej wystarczy je tylko zmiażdżyć), sos rybny i liście. Gotować ok. 2 minut. Dodać krewetki i gotować kolejną 1 minutę. Zmniejszyć ogień i dodać sok z limony. Posypać natką kolendry. 

 
Zupa pachnie bardzo bardzo tajsko. Zjedliśmy ją od razu, próbując z każdego talerza. Okazuje się, że chilli i limona zaważyły najbardziej na ostatecznym smaku. Nie wszyscy też zdecydowali się dać całą ilość kolendry. Renata odkryła dopiero dzisiaj, że trawa cytrynowa służy tylko jako dodatek do zupy, i nie trzeb jej zjadać. Do tej pory zawsze nam bardzo smakowała.
Czas na kolejne dania, teraz uczymy się jak przygotować zielone curry z kurczakiem, sajgonki a na koniec smażonego Taja.
Wszystkie przepisy na poszczególne dania w Smaczkach po powrocie.
Na sam koniec czeka na nas zasłużona uczta kulinarna. Jesteśmy już objedzeni a i tak do końca walczymy z naszymi daniami.
Wyprosiliśmy poza programem aby nasza pani nauczyła nas jak zrobić naszą ulubioną sałatkę z papai. Okazuje się banalnie prosta, jedyny problem, że nie zawsze w Polsce uda się nam znaleźć zieloną, niedojrzałą papaję, ale podobno można ją równie dobrze zastąpić ogórkiem, melonem lub marchewką. Spróbujemy na miejscu.
Spotykamy się z resztą grupy w orchideach. Mamy ostatnie trzy kwadranse by szybciutko zerknąć na przepiękne kwiaty. A potem czas na przejazd na stację kolejową. Przed nami pociąg do Bangkoku, ponad 800 kilometrów i cała noc w pociągu. Na peronie już sporo osób i pociąg podstawiony. Zajmujemy miejsca. Tylko 5 z nas w drugiej klasie, reszta ma 1 klasę. Niektórzy robią sobie nawet salonki łącząc przedziały, My rozkładamy się w drugiej klasie. W sumie bardzo przytulnie, jesteśmy daleko od siebie, bo dzieli nas 6 przedziałów, ale i tak będziemy wędrować odwiedzając się wzajemnie. Czas szybko mija, od 22 w pociągu oficjalnie cisza nocna. Aż do rana.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: