Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Rzymskie Wakacje 18-22.05.2010

Przylot do Rzymu, zakwaterowanie

18-05-2010

Rozpoczynamy „Rzymskie Wakacje”. Spotkaliśmy się o 18:00 na lotnisku Ławica w Poznaniu: pierwsze wrażenia oraz krótkie zapoznanie się z wszystkimi. Od samego początku na twarzach całej naszej grupy był widoczne uśmiechy pełne nadziei na włoskie słońce i 5 dni odprężenia. Część osób znała się już z wcześniejszych wyjazdów z biurem „Esta”, tak więc integracja na początku wyjazdu była ułatwiona. Po odprawie bagażowej pierwsze zakupy w strefie bezcłowej. Część osób postanowiła zaopatrzyć się w napoje towarzyszące integracji podczas wyjazdu. Dokładnie o 19:30 rozpoczęto wpuszczać nas na pokład samolotu. W miarę możliwości zajęliśmy miejsca obok siebie i chwilę później samolot był już w powietrzu. O 21:50 wylądowaliśmy na lotnisku Fiumicino. Mając tylko bagaż podręczny z radością i bezproblemowo przeszliśmy do holu głównego, gdzie po chwili spotkaliśmy naszych dwóch kierowców z Włoch, mających podwieźć nas do dwóch hoteli, w których zostaliśmy zakwaterowani. Cztery osoby pojechały do Hotelu Piemonte niedaleko Dworca Głównego Termini, my zaś w 8 osób z młodym Włochem udaliśmy się do naszych apartamentów na północ od Watykanu (Via degli Scipione). Korzystając z przywileju siedzenia z przodu rozpoczęłam konwersację po hiszpańsku z naszym kierowcą (wbrew pozorom to bardzo podobne języki i bez większych problemów można się porozumieć). Najważniejsze pytania: Jak długo jedziemy, jaka jest pogoda w Rzymie. Według informacji internetowych zapowiadała się dość deszczowa pogoda. Kierowca o imieniu Luciano poinformował nas jednak że: „hoy hacía mucho calor” (dziś było ciepło) i „no hay trafico” (nie ma korków) tak więc jechaliśmy niecałe 25 minut. Pierwsze wrażenia grupy - cieplej, jest nadzieja na dobrą pogodę. Dlaczego Włosi jeżdżą tak szybko po tak wąskich ulicach? Do tego niestety trzeba się przyzwyczaić;) O 22:30 pod hotelem B&B na Via degli Scipioni 51 czekał już na nas Alessandro, który odpowiadał za rozdysponowanie pokoi. Część grupy poszła z jego kolegą, druga część z nim. Po rozwianiu wszelkich wątpliwości związanych z zakwaterowaniem oraz umówieniu się na pierwszy dzień zwiedzania na godzinę 10:00, ja również udałam się do swego hotelu, który znajdował się po drugiej stronie Watykanu (w południowej części miasta). Tam przywitał mnie mąż Francesci, z którą byłam umówiona, Stefano (Portugalczyk, mówiący tylko po portugalsku, ale mający dar przekazywania informacji bez użycia zrozumiałego przeze mnie języka) i przekazał mi klucz do przepięknego pokoju. Hurra, udało się bezproblemowo dolecieć do Rzymu (chmura pyłu wulkanicznego oszczędziła naszą wycieczkę).


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: