Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Indie 1-17.10.2010

Zwiedzanie Jaipuru, wizyta w Parku Rathambore

06-10-2010

Jaipur miał dla nas sporo atrakcji. Rano na słoniach (wąska dróżka, na której ledwo wymijały się 2 słonie, ostro w górę) wspięliśmy się do Fortu Amber - górującej nad miastem siedziby Maharadży Radżastanu.
Maharadża nadal tam mieszka (na dziedzińcu stoi "pod parą" jego samochód, a część przeznaczona na muzeum to zbiór prywatnych portretów i zdjęć przodków, rodzinnych pamiątek, bibelotów itp.
W olbrzymiej, majestatycznej sali audiencyjnej maharadża, choć już stary i schorowany, nadal przyjmuje i rozstrząsa problemy swoich podwładnych. Ta sama dynastia rządzi Rajastanem od X wieku i mimo, że teraz to gubernator nominowany przez Delhi a nie maharadża ma realną władzę, to jednak ten ostatni nadal cieszy się olbrzymim szacunkiem i religijną niemal czcią.
Zwiedziliśmy także miejski, położony w samym centrum pałac maharadży a przez szczeliny w alabastrowej ścianie Pałacu Wiatrów "mogliśmy - oczami kobiet z dworu maharadży - oglądać, co dzieje się na zatłoczonej głównej ulicy Jaipuru.
Do i z Pałacu Wiatrów jechaliśmy rikszami, czując na plecach oddech napierających na nas kierowców autobusów i ciężarówek.
Mieliśmy także pokaz obróbki kamieni szlachetnych i półszlachetnych oraz druku na materiałach, połączone oczywiście z możliwością zakupów.Tak się składało, że zatrzymywaliśmy się wyłącznie przed sklepami będącymi własnością krewnych i znajomych naszego lokalnego przewodnika.
Ale i tak wiele osób uległo magii barwnych tkanin i skrzących się kamieni, tak że nasze bagaże znacznie się powiększyły. W Jajpurze mieszkaliśmy w hotelu, który jeszcze niedawno był rezydencją
lokalnego księcia, wnętrza pozostawiono dokładnie w takim stanie, w jakim były gdy książę się wyprowadzał; rodzinne zdjęcia, trofea myśliwskie, puszyste dywany, stare obrazy. Miejsce o wspaniałej niepowtarzalnej atmosferze.
Wieczorem na dachu mieliśmy pokaz tanców radżastańskich.
Mimo niesamowitego tłoku na ulicach niektórzy mieli wątpliwości czy Jajpur ma naprawdę 6,6 miliona mieszkańców. Wątpliwości te rozwiały się następnego dnia - wyjeżdżaliśmy z miasta przez 1,5 godziny.
Po drodze do Parku Narodowego Rathambore zatrzymaliśmy się w bezimiennym miasteczku i zrobiliśmy sobie spacer jego ulicami połączony z degustacją sprzedawanego na ulicy jedzenia.
Dla miejscowej ludności byliśmy chyba większą atrakcją niż oni dla nas - przez cały czas podążała za nami procesja złożona chyba ze wszystkich miejscowych dzieciaków. W Rathambore z hotelu zrobiliśmy sobie pieszą wycieczkę do pobliskiej wsi. Chociaż Indie w ostatnich latach dokonały olbrzymiego postępu ekonomicznego, warunki w jakich żyją tu ludzie były dla nas szokujące.
Mimo niesamowitej biedy ludzie są pogodni i nastawieni do nas przyjaźnie - mieliśmy okazję widzieć od środka ich zagrody i domy.
Oczywiście tu także podążała za nami gromada dzieci dodatkowo zachęcona tym, że rozdawaliśmy słodycze i długopisy.
Kolejnego dnia wcześnie rano wyruszyliśmy do Parku Rathambore, widzieliśmy jelenie, antylopy, gazele, guźce, krokodyla i mangustę. Niestety tygrys nam się nie pokazał. Nie byliśmy tym specjalnie zdziwieni bo na teranie 400 km2 parku tygrysów jest...37.
Teraz wszyscy odsypiają a po południu jedziemy oglądać ptaki.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: