Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 8.02.-1.03.2011

Pierwsze zwiedzanie Bangkoku: Kanały Thonburi, świątynia Wat Arun

10-02-2011

6 -osobowa grupa wyprawowa „Tajlandia Kambodża” pozdrawia z Bangkoku!:) Pierwsze dni podróży minęły z przygodami. Spotkanie całej grupy zaplanowane było na Frankfurt. Dwie osoby (ja i Ulka) leciały z Poznania, 4 kolejne z Gdańska. Przed nami były dwie przesiadki, przy czym na tę we Frankfurcie mieliśmy tylko ok. godziny czasu. Samolot z Poznania przyleciał punktualnie. Udałyśmy się więc do kolejnej bramki wylotowej, by tam poczekać na resztę grupy. Czas jednak mijał, a godzina 10:05, o której samolot powinien wylądować zamieniła się w 10:45, kiedy bramki na przelot do Bangkoku przez Dohę powinny być już dawno zamknięte. Obsługę udało się wyprosić, by poczekali jeszcze chwilę, zabrakło nam jednak ok. 10 minut, by móc polecieć zaplanowanym lotem. Grupa z Gdańska przybiegła pod naszą bramkę gdy nie było już szans by wejść na pokład. Okazało się że samolot z Gdańska miał problem z zamknięciem drzwi wejściowych ze względu na gwałtowny wiatr, przez co mieli godzinne opóźnienie. Uspokojeni, że jesteśmy wszyscy, zaczęliśmy działać, by przebukować zarezerwowany bilet. Ostatecznie lecieliśmy Thai Airlines bezpośrednio do stolicy Tajlandii i na miejscu byliśmy 5 godzin przed wcześniej zaplanowanym czasem, tj. o 6:20 rano. Tam czekał już na nas przewodnik Ekharat ( w skrócie Eki), z którym udaliśmy się najpierw do hotelu, by się zameldować. Pierwsze wrażenia: Ulka ku pozytywnemu zdziwieniu stwierdziła, że zasada wiecznego pesymisty Murffiego na szczęście nie działa w naszym przypadku, bo pierwszy dzień minął nam wbrew pozorom bardzo sprawnie. Ludwik, nasz rodzynek grupowy wyraził ukontentowanie swą sytuacją i od pierwszej chwili świetnie wczuł się w rolę naszego anioła stróża a Krysia, Marysia i Bogusia bezproblemowo zaaklimatyzowały się w nowym klimacie. Dodatkowo wyprawialiśmy okrągłe, „20-ste” urodziny Ulki więc dzień był na pewno wyjątkowy. Zmęczenie jednak dawało się we znaki, gdyż jakby nie było zwiedzaliśmy Bangkok, kiedy w Polsce był jeszcze środek nocy, ale pierwszy dzień zawsze jest najtrudniejszy. Zwiedzanie zaczęliśmy od Kanałów Thonburi, przez które przepłynęliśmy łodzią wynajętą tylko dla naszej grupy. Tam po raz pierwszy mieliśmy styczność z domami na palach, sadami drzew kokosowych, mango i bananowców, domami budowanymi w stylu architektury północnej oraz centralnej Tajlandii. Zmierzając rzeką w kierunku Muzeum bark królewskich dokarmialiśmy niezliczoną ilość karpi królewskich chlebem, następnie już udaliśmy się do pierwszej świątyni – Wat Arun ( świątynia świtu). Niemałe wrażenie zrobił wysoki na prawie 100 m prang dekorowany odłamkami ceramiki chińskiej. Wejście na jego szczyt, aż do posążku hinduistycznego bożka Indry było strome, ale widok na cały Bangkok był wart tego podejścia. Zadowoleni udaliśmy się z powrotem do hotelu, gdzie Eky już nas pozostawił dając nam pierwsze popołudnie wolne. Zrobiliśmy sobie 2 godziny na sjestę, podczas której ja, Ulka i Ludwik udaliśmy się wypróbować basen hotelowy, reszta dziewczyn zaś odpoczywała w pokojach. O 18:00 spotkaliśmy się w lobby, by wspólnie udać się na zwiedzanie okolicy. Obowiązkowym punktem programu miał być osobliwy peeling stóp przez małe rybki- tilapie. Na próbę zdecydowali się Ludwik, Krysia, Maria i Ula. Z początku trudno było im powstrzymać łaskotki, później jednak masaż bardzo im się spodobał. Przyciągali też niemałą uwagę turystów. Co rusz ktoś nas zagadywał i pytał : „ Czy te ryby was gryzą?” Ten rodzaj relaksu polecamy wszystkim, którzy przygotowani są na dużą dawkę śmiechu i zabawyJ Następnie udaliśmy się na spacer po okolicy i przechodząc słynną ulicą klubów go go doszliśmy do tzw. dzielnicy biznesowej, gdzie zdecydowaliśmy się na zjedzenie kolacji w jednej z tajskich restauracji. Najedzeni i zadowoleni udaliśmy się bezpośrednio do hotelu, gdzie obowiązkowo wypiliśmy zdrowie naszej solenizantki, po czym poszliśmy spać.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: