Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 8.02.-1.03.2011

Plemię długich szyi i inne plemiona Tajlandii, Królewskie Centrum Badawcze

18-02-2011

Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy od wizyty u plemienia długich szyi ,długich uszu i Akha. Niczym grupa sześciu świętych mikołajów chodziliśmy z upominkami i wręczaliśmy je dzieciom. Zdecydowanie najbardziej cieszyły się na pluszaki. Do tego stopnia, że gdy inny maluch zobaczył pluszową zabawkę u swego kolegi, wybuchał wielkim płaczem. Staraliśmy się jednak każdemu coś dać.

Panie z plemienia Akha noszą przepiękne czarne stroje, z kolorowymi zdobieniami, a dodatkowo bogato zdobione naszyjniki oraz nakrycia na głowę. Łatwo je również rozpoznać po tym, że zagadują każdego turystę, by choć spojrzał na ich ręcznie robione dzieła. Na samym końcu doszliśmy do plemienia Karen (długich szyi).Każda z 22 dziewczyn obecnie tam przebywających miała własne stoisko, gdzie dziergała kolejne chusty na sprzedaż, bądź skromnie prezentowała produkty, które można zakupić. Miedziane pręgi, które kobiety noszą na szyi, można było wziąć do ręki, bądź przymierzyć. Imponująca jest ich waga, która naprawdę wymaga dużej wytrzymałości. Nawet 6letnia dziewczynka musi mieć na szyi już 0,5 kg . Każdy z nas postarał się coś kupić, tak by choć skromnie wspomóc plemię. Następnie wróciliśmy do busa, z którego później przesiedliśmy się na coś w rodzaju jeepa. Po godzinnej jeździe pod górkę przy pełnym przewiewie, dojechaliśmy do wiosek plemion Lahu i Padong. Tam, kolejne prezenty dla dzieciaczków oraz wizyta przy punkcie granicznym z Birmą. I tam staraliśmy się zakupić jakieś produkty od sprzedających kobiet. Ostatnia wioska wyglądała na najbiedniejszą. Złożyliśmy wizytę w tamtejszej państwowej szkole podstawowej, gdzie jedna nauczycielka próbowała opanować wielką zgraję dzieci, zostawiliśmy skromne podarki na stoliku, gdzie leżały już darowizny od innych, a następnie przeszliśmy się wzdłuż wioski. Panie sprzedawały tu ręcznie robione bransoletki z farbowanych naturalnie źdźbeł trawy. Tu znów wspólnie zakupiliśmy po jednej bransoletce i śmialiśmy się, że teraz będzie nas można lepiej rozpoznać. Wiele rodzin prosiło o coś do jedzenia, wszystkie prezenty jednak już dawno się nam skończyły, więc pozostało nam jedynie wesprzeć ich jakimiś skromnymi pieniędzmi.

Nadszedł czas, by jechać dalej. Wsiedliśmy do naszego nowego pojazdu i udaliśmy się do Królewskiego Centrum Badawczego, gdzie badane są nowe możliwości rolnicze Tajlandii. Zwiedziliśmy ogród kwiatowy, podarowany królowi Rama IX na jego 80 urodziny, ogród drzewek bonsai i kaktusów i na końcu plantację tradycyjnych drzew owocowych jak np. brzoskwinie czy gruszki. Centrum badawcze zrobiło na nas duże wrażenie. Tym bardziej, że znajomością gatunków kwiatowych mógł się poszczycić każdy z grupy, nawet nasz rodzynek, Ludwik.

Pozostał nam jeszcze tylko dojazd do hotelu, który położony jest przy samym centrum badawczym z widokiem na piętrzące się dookoła góry oraz wyrastające najróżniejsze gatunki roślin. Jak zwykle, około godziny 19:00 zjedliśmy wspólnie owocową kolację, pijąc, jak to Krystyna powiedziała, obowiązkowe wapno zdrowotne. Ciekawostką były piloty z regulacją temperatury położone na stoliczku nocnym przy każdym łóżku. Początkowo myśleliśmy, że to indywidualna regulacja klimatyzacji, okazało się jednak (Co Ludwik zauważył szukając źródła, z którego wychodzi kabel) że są to piloty regulujące ogrzewanie materaca w łóżku. Dzisiejszą noc spędzimy więc w rozgrzanych łóżeczkach. Jutro czeka nas pierwsze spotkanie ze słoniami, trzymajcie za nas kciuki!:)


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: