Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Etiopia 6-25.02.2011

Przelot do Addis, podróż do północnej części kraju

15-02-2011

Dzisiaj rozstajemy się z północą kraju. Wczesne śniadanie i jedziemy na lotnisko pod Lalibelą. Wcześniej wykonaliśmy laurkę z podziękowaniami dla naszego kierowcy. Zanim się pożegnamy krótkie przemówienie i czułości wymieniane z każdym. Teraz błyskawiczna odprawa. Niestety kilka naszych walizek zostaje odstawionych do kontroli. Głównie podejrzane wydają się butelki z alkoholem ze szkła. W walizce Eli i Bogdana świeci grzechotka. Szukamy jej w całej walizce. Okazuje się, że jej rączka zrobiona jest z najprawdziwszej łuski po naboju. Oczywiście tłumaczymy, że łuska jest bezużyteczna. Ale to i tak na nic pan jest nieugięty i wymienia przedmioty zakazane prawem na pokładzie, wśród nich są naboje i koniec dyskusji. Wreszcie poddajemy się nadajemy nasze walizki i kolejna kontrola tym razem bagaż podręczny. I tu w torbie Małgosi i Andrzeja znajdują wielki nóż kupiony w Lalibeli. Zaczyna się afera. Ponieważ pan z ochrony pokrzykuje na mnie nie pozostaję mu dłużna. Tego się chyba nie spodziewał, ale nie wypada mu zmienić zdania. Nadal patrzymy na siebie spode łba. Trwa dyskusja, w tym czasie nasza ostatnia walizka zostaje nadana i przeniesiona do luku bagażowego. Klops. Jednak nie tak do końca, pan bierze Gosię na bok i ostatecznie nóż leci z nami.

W samolocie komplet. Międzylądowanie w Bahyr Dar. Z góry piękne widoki na Jezioro Tana i góry. Dosiadają się kolejni pasażerowie i lecimy do stolicy. Około 11 jesteśmy na miejscu. Dzielimy się na grupy i jeepy. Robimy przystanek w galerii sztuki u Polki, która wraz z mężem Etiopczykiem maluje i mieszka w Addis od ponad 40 lat. Oglądamy Ich dzieła, zgromadzone antyki i zasiadamy nad wspólną colą. Wypytujemy o czasy sprzed cesarza, Kapuścińskiego, rewolucję, życie codzienne.
Południe jednak czeka i ruszamy. Dokonujemy kilka zamian, bo w jednym z jeepów w ogóle nie działa klimatyzacja. Inni też narzekają, że gorąco. Nawiew wtłacza do aut sporo powietrza ale gorącego i to na dodatek z pyłem. Przyjdzie się nam chyba z tym pogodzić. Wjeżdżamy w zupełnie inny krajobraz. Pojawiają się piękne rozłożyste akacje, zamiast kościołów wszędzie meczety. Bydło przy drodze. Jest zielono. Robimy kilka przystanków, najpierw lunch nad jeziorem, potem przez przypadek odkrywamy kolorowe wioski, już na sam koniec za ogrodzeniem ponad 1500 wielbłądów, które trafią do Arabii Saudyjskiej. Podbiegamy z aparatami do płotu, poganiacze wielbłądów zapraszają nas do środka. Robimy zdjęcia a oni z coraz większą ciekawością przyglądają się nam. Potem próbujemy pogadać, z niedowierzaniem patrzą na nas i z wielka litością, kiedy okazuje się, że w naszym kraju nie żyją wielbłądy. A kiedy jeszcze utwierdzamy ich w przekonaniu, że Polska to kraj białych ludzi nie mogą się wprost temu nadziwić. Robimy pamiątkowe zdjęcia bo chłopcy są szczerze zazdrośni o swoich podopiecznych, którym zrobiliśmy tyle ujęć a im nie. Pozują bardzo wdzięcznie do zdjęć. Dostają także na piwo i rozradowani towarzyszą nam odprowadzając nas do samych samochodów.
Docieramy do hotelu położonego nad samym jeziorem. Niestety niewiele widać bo jest już ciemno. Kolacja bardzo smaczna zakończona przepysznymi naleśnikami, tak dawno nie mieliśmy żadnego deseru.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: