Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 8.02.-1.03.2011

Rezerwat słoni, spływ tratwą po rzece Ping, ogród orchidei królowej Sirikit, dojazd do Chiand Mai

19-02-2011

Dzisiejsza pobudka była o 5:15 rano, tak by zdążyć zjechać z gór, zmienić wóz na nasz busik i dojechać na kąpiel słoni. Mimo trudności ze wstawaniem było warto!:)Najpierw sesja na trąbach/głowach/grzbietach dużych pociech, następnie karmienie trzciną cukrową ,i nareszcie kąpiel.Wszystkie słoniki powędrowały wraz z poganiaczami do rzeki Ping, najpierw pięknie zanurzyły się całe w wodzie bokiem, tak by właściciele mogli je dokładnie wyszorować, następnie nabierały wody w trąbę i robiły prysznic sobie, swoim sąsiadom i widzom, czyli nam. Było dużo śmiechu, tylko trzeba było uważać na aparaty by ich nie zalało;) W końcu nadeszła pora na show. Dwa słonie niosły dużą szarfę z napisem „welcome” cała reszta szła za nimi. Słonie pięknie tańczyły, kłaniały się, skakały, grały w piłkę nożną, w kosza, żonglowały, grały na harmonijce. Przebojem show jest jednak zawsze ostatnia część tj. malowanie obrazów. Niektórzy z grupy nie mogli uwierzyć w to, że słoń może namalować słonia bądź coś innego równie pięknego. A jednak, ustawili sztalugi z czystymi kartkami, słonie zaczęły malować. Po 15 minutach na obrazach pojawiły się: słoń z kwiatkiem w trąbie, słoń spacerujący, różne bukiety kwiatowe. Aż trudno uwierzyć, że zwierzęta uważane za mało zgrabne w swym postępowaniu (..chodzisz jak słoń w składzie porcelany..) potrafią namalować taki obraz, a jednak! Na obrazach nie było widać ani jednej pomyłki. Te ogromne zwierzęta nauczyły się malowania do perfekcji. Oczywiście można było zakupić taki obraz, trzeba było jednak poświęcić 2000 batów.

Kolejnym punktem naszego programu była jazda na słoniu. Bogusia i Ula bardzo obawiały się wejścia i bezpieczeństwa na tak dużej wysokości. Okazało się jednak, że nie było to aż tak straszne, a nawet przynosiło sporo frajdy. My z Ulką trafiłyśmy na słonia z napisem na siedzisku: Taxi Toyota, Krystyna i Ludwik cały czas słyszeli od poganiacza słowa Tuk Tuk Bangkok, Maria i Bogusia nie miały zbyt gadatliwego poganiacza, ale za to jednego z ładniejszych i pokaźniejszych słoni. Po godzinnym spacerku dojechaliśmy na miejsce, skąd wracaliśmy z powrotem wozami zaprzęgniętymi w bawoły. Nareszcie był czas na zasłużony lunch. Wczesne wstawanie i tyle atrakcji dawało nam się we znaki, tak więc smaczny posiłek dobrze nam zrobił. Zaraz po lunchu czekała na nas kolejna atrakcja w postaci spływu tratwą bambusową po rzece Ping. Z początku zaczął padać deszcz, ale później się wypogodziło i było naprawdę przepięknie. Taj proponował byśmy my spróbowali odpychać tratwę bambusem, nikt z nas jednak się nie odważył. Zrobiliśmy sobie za to sesję zdjęciową w kapeluszach, które pożyczyliśmy by ochronić się przed deszczem. To nie był jednak koniec atrakcji na dziś. Pół godzinki później byliśmy już w ogrodzie orchidei królowej Sirikit, gdzie oglądaliśmy ponad 120 gatunków tych przepięknych kwiatów. Różnorodność kolorów, kształtów i rozmiarów była niewyobrażalna. Jako że w naszej grupie przeważają kobiety, sesjom zdjęciowym nie było końca. Godna uwagi była również farma motyli, gdzie można było wykazać się profesjonalizmem w fotografowaniu. Oczarowani miejscem, wróciliśmy z powrotem do busa, którym zmierzaliśmy już do hotelu w Chiang Mai. Nie zabrakło oczywiście spaceru po owoce na kolacje. Wieczorem zaś wybraliśmy się po raz drugi już na tym wyjeździe na rybny masaż stóp.Po odpowiednio utargowanej cenie zdecydowaliśmy się wszyscy na pół godziny relaksu. Co niektórzy mieli problem z powstrzymaniem łaskotek (ja) bądź z przyzwyczajeniem do skubania rybek (Bogusia) inni narzekali, że rybki ich nie chcą skubać (Marysia, która wygłosiła teorię, że może to być spowodowane jej wyjątkową czystością nógJ,jeszcze inni kontemplowali z zadowoleniem otoczeni ze wszystkich stron rybkami ( Krystyna, Ulka, Ludwik). Ostatnim celem dzisiejszego dnia był spacer na nocny bazar, gdzie można kupić dosłownie wszystko. Od pięknych butów, ubrań, narzut, pasków, okularów po najróżniejsze ozdoby. Po krótkim spacerze postanowiliśmy wrócić do hotelu i przyjść na dłuższe zakupy kolejnego dnia. Dobranoc.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: