Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Tajlandia i Kambodża 8.02.-1.03.2011

Złoty trójkąt, wizyta w laontańskiej wiosce, rejs Mekongiem

17-02-2011

Dziś minął dokładny tydzień od czasu wylądowania na tajskiej ziemi. Jako że nocleg mieliśmy w tym samym hotelu, to i przewodnik był dla nas łaskawy – wyjazd o 9:00. Nasze zwiedzanie rozpoczęliśmy od wizyty na targu granicznym Tajlandii z Birmą. Tu wszyscy zrobiliiśmy sobie pamiątkowe zdjęcie przygraniczne jak i zakupiliśmy pierwsze pamiątki dla najbliższych. Szczegółów zdradzać nie będziemy, bo musi być jakaś niespodzianka;) Z ciekawych produktów na targu można było znaleźć pieczone kasztany, wina butelkowane z owoców tropikalnych, czy też wszelkiego rodzaju biżuterię w srebrze, figurki buddyjskie, ubrania, kapelusze, okulary przeciwsłoneczne. Jednym słowem można było znaleźć tu wszystko za bardzo korzystną cenę, którą oczywiście trzeba było najpierw porządnie stargować, co też uczyniliśmy

Kolejnym punktem programu był złoty trójkąt, miejsce graniczenia 3 państw: Tajlandii, Laosu i Birmy, słynne również z uprawy opium. Tu spacer wzdłuż Mekongu, kolejne zakupy i czas na rejs długorufową łódką motorową. Po około 30 minutach znaleźliśmy się w Laosie. Skromna opłata wjazdowa- 20 Bhat (ok. 2zł) i pamiątkowa pieczątka do paszportu. Tu również mieliśmy okazję spróbować nalewki z kobry królewskiej. Nikt jednak się nie odważył, mimo, iż mówi się, że dodaje ona niesamowitej energii witalnej. Wszyscy jednak skusili się na laotańskie piwo, gdyż taka okazja w najbliższym czasie się nie powtórzy. W miejscu, gdzie się zatrzymaliśmy mnóstwo straganów, gdzie można zakupić wyroby laotańskie. Rzucały się również w oczy żebrzące dzieci..nie trzeba jechać daleko, by zauważyć, że Laos jest dużo biedniejszym krajem. Gdy wszyscy już dokładnie przyjrzeli się okolicznym straganom i odpoczęli, wróciliśmy z powrotem Mekongiem do złotego trójkąta, by stamtąd udać się busem w drogę powrotną. Część grupy zgłodniała, postanowiliśmy więc zatrzymać się po drodze na bulionową zupkę z wołowiną, kiełkami i kluskami za jedyne 30 Bhat. Gdy zabiliśmy pierwszy głód, mogliśmy już ze spokojem wrócić do hotelu. Tam, spotykając się wspólnie u Krystyny i Ludwika przyrządziliśmy sobie deser w postaci pomela i kawy. Następnie część grupy skusiła się na orzeźwiającą kąpiel w basenie z jacuzzi, reszta udała się na sjestę. Wieczorem czekała na nas pyszna kolacja w postaci bufetu, a później tak zwany codzienny obowiązek, w postaci wspólnego spotkania w jednym z pokoi. Krystyna próbowała namówić dziś przewodnika i kierowcę na to, by poszli z nami na dancing, który odbywa się w hotelu każdego wieczora. Nie odpowiedzieli jednak jednoznacznie, kto wie, może się skuszą;)Pozdrawiamy!!


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: