Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Indochiny 16.03.- 8.04.2011

Hanoi - ciąg dalszy, Ha Long

18-03-2011

Pewnie nie tylko ja zaczynam nasz dzień od spojrzenia zza okno. Niestety prognozy nie kłamały. Pada. I dzisiaj nasz kapitan samolotu miałby rację, bo to naprawdę lekki deszcz. Zresztą kilkukrotnie w ciągu dnia i naszego zwiedzania stolicy będzie ustawał na moment, by po chwili znowu zacząć padać. Póki co jednak śniadanie. Spotykamy się rześcy i wyspani. Wybieramy co lepsze kąski z suto zastawionego stołu i bardzo punktualnie ruszamy z hotelu do centrum. Program zwiedzania obowiązkowo zaczynamy od Mauzoleum wielkiego narodowego bohatera, potem jeszcze budynki związane z jego życiem i na sam koniec muzeum poświęcone jego osobie.

Pan porządkowy trochę na nas pogwizduje, kiedy niechcący przekraczamy ustalone linie. Deszcz sobie pada, my zwiedzamy. Dzielnica Francuska, zaglądamy przez płot do naszej ambasady. Potem Stare Miasto, i tu przesiadamy się do riksz. Wolniutko suniemy pośród wąziutkich i wysokich budynków obserwując bacznie kolorowe stragany i kramy, dymiące misy z kluchami, pachnące kolendrą i czosnkiem stoiska, poukładan w sterty kolorowe pomelo lub rambutany.

Jeszcze tylko świątynia nad jeziorem, jest to już kolejna dzisiaj świątynia. Po największej z nich Świątyni Literatury nabraliśmy sporo wprawy w rozpoznawaniu terenu.

Czas na lunch. Jesteśmy już wybornymi znawcami kuchni wietnamskiej. Zupa warzywna, kurczak w sosie pomarańczowym, szaszłyki drobiowe w sosie limonowym, wołowina w bambusie, krewetki w kokosie, smażone warzywa i płonące ananasy muszą zmiękczyć każde podniebienie.

Dzisiaj w sekcji szpital: Staszek i Marysia. Ale na bardzo krótko. Szybka interwencja Joli i niezbędnik z lekami ratują naszych współtowarzyszy. A i pewnie owsianka ugotowana na wodzie także robi swoje.

Czas na Ha Long. Przed nami urokliwa droga pośród poletek ryżowych, na skraju grobowce. Opowiadamy sobie sporo o Wietnamie, jego historii, dziejach dawniejszych i nowszych, potem zwyczajach. Po zmroku docieramy do hotelu. Tu szybki podział na dwie grupy. Część z nas zostaje na kolacji w hotelu, a nasza 8 wybiera się na lokalną kolację do miasta. Przebieramy wśród żywych stworzonek w akwariach i terrariach by ostatecznie zamówić sajgonki z różnistym nadzieniem i najbardziej typową tutejszą zupę Pho. Do tego dowcipy, opowieści z różnych tras podróżniczych i upchnięci niczym sardynki wracamy już jedną taksówką do hotelu a nie dwiema jak jechaliśmy jeszcze przed godziną na kolację. Integracja postępuje.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: