Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Indochiny 16.03.- 8.04.2011

Pożegnanie Kambodży, przelot do Birmy, Yangon

30-03-2011

Czas na pożegnanie z Kambodżą. Nasza przewodniczka towarzyszy nam podczas przejazdu na lotnisko. Ewa czuje się lepiej, wracamy do formy. Chociaż w autobusie co jakiś czas pokasłujemy. Niestety klimatyzacja robi swoje.

Dzisiaj znowu łączone loty. Najpierw ze stolicy Kambodży do Bangkoku a potem do Birmy. Odprawa trwa krótko i szybko zajmujemy wygodne fotele popijając kawkę i herbatkę w lounge linii lotniczych. To taki miły gest od nich dla nas. Sam lot przebiega bardzo sprawnie, jesteśmy wprawdzie niemiło zaskoczeni kiedy musimy odstąpić nasze miejsca leżące innym pasażerom, ale cóż takie życie…

W Bangkoku już na starcie wiadomo, że nasza przerwa na lotnisku nieco się wydłuży. Samolot ma opóźnienie. Mamy dość czasu, żeby dokładnie zwiedzić lotnisko, nawet zrobić drobne zakupy. Potem internet i pogaduchy w kuluarach. Niestety to opóźnienie pokrzyżuje nam plany zwiedzania Yangonu. Nie poddajemy się jednak. Zaraz po wyjściu z lotniska spotykamy się z naszą nową ekipą i dzielnie ruszamy do miasta. Pierwsza lokalna świątynia z leżącym Buddą robi na nas wielkie wrażenie. Tak wielki posąg Buddy, że mimo zapowiedzi i podanych wymiarów w autobusie podchodząc do budynku każdy z nas ma inne oczekiwania.

Oczywiście podpatrujemy modlących się mnichów, osoby bijące po modłach w dzwon. Czas na Shwedagon – najbardziej znany punkt programu. Już z daleka obiekt zapowiada się niebywale atrakcyjnie. I mimo tego, że zmrok już na dobre spowił całe miasto, tu tętni życie. Wspaniała stupa i mniejsze poboczne pagody całkowicie przyćmiły nasze wyobrażenia o mieście, o Birmie, o zabytkach. Jesteśmy wszyscy pod ogromnym wrażeniem, do tego te masy ludzi, wśród nich mnisi i mniszki, rodziny wraz z maluchami, mali mnisi, osoby starsze, pielgrzymki i o tej porze brak turystów. Chciwym wzrokiem łakniemy każdy kąt, fotografujemy wszystko dookoła. Sami także stajemy się atrakcją do fotografowania dla miejscowych. Największą popularnością cieszą się Zbyszek L. i Staszek, którzy zdecydowanie dominują wzrostem nad miejscowymi. Wspaniale pozują młodzi nowicjusze, stają niemal na baczność i patrzą wprost w obiektyw. Rozpromieniają się dopiero, kiedy zobaczą się na ekranie naszych aparatów. A ich mamy wprost pękają z radości i dumy jakich mają wspaniałych synów.

Nasz pobyt tutaj się przeciąga, nie spieszy się nam. Noc jest ciepła a niebo smolisto czarne. Urokliwe miejsce.

Kolacja na łodzi, tutaj też kolorowo i wesoło, nawet zaczekano na nas mocno po godzinach z występami. Jedzenie w formie bufetu i zaskakująco bardzo europejsko-chińskie. Wpadamy do hotelu jak po ogień. I mimo tego, że z jednej strony widok na naszą Stupę, z drugiej jezioro, nie zdążymy się tym nacieszyć. Szybko śpimy. Żeby wydłużyć sobie noc o pół godziny jeszcze nocą pakujemy nasze torby. Cuda się tu dzieją.

A w lobby pan pięknie gra i śpiewa. Towarzyszymy mu z grzeczności przez długość trwania trzech utworów, potem grzecznie znikamy w pokojach.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: