Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Indochiny 16.03.- 8.04.2011

Wodospady, obozowisko ze słoniami, wieczorne spacery po mieście

24-03-2011

A dzisiaj wyjątkowo udaje się nam trochę dłużej pospać. W programie po śniadaniu dwie świątynie w mieście. Na deser zostawiamy sobie ta najpiękniejszą i Muzeum Narodowe. Zwiedzamy. Przy Świątyni władze lokalne mundurowe proszą nas o pozowanie do grupowego zdjęcia, które ma się ukazać w broszurkach zachęcających do odwiedzin Laosu. Chętnie przystajemy na taką propozycję. Panowie mają najmniej profesjonalny sprzęt do fotografowania na świecie, robią ustawianki, oczywiście my służymy jako barwne tło do ustawienia mundurowych kolegów. Improwizacja jest na tyle doskonała, że panowie wkładają sobie nawet przypadkowe kartki ze stemplami i drukiem do podkładki i pokazują na zdjęciu jak poważnie tutaj pracują. I tak nie żałujemy, nikt z nas, a objechaliśmy wspólnie cały świat kilka razy nigdy jeszcze nie miał takiej propozycji: żywa reklama.

Przejeżdżamy kilkanaście kilometrów za miasto. Tu czeka na nas jedna z okolicznych atrakcji wodospady. Mimo pory suchej wody jest dość, by całość prezentowała się bardzo efektownie. Niebieskie oczka tworzą tutaj ciekawe stopniowane kaskady. Najpierw szalejemy z aparatami. Potem szlakiem wzdłuż oczek wodnych schodzimy do miejsca, gdzie można wejść do wody. Jako pierwszy dzielnie zanurza się w rześkiej zimnej wodzie Marek. Potem mamy Zbyszka L., Jarka, Włodka, Anię, Mariusza, Ewę M. Po sesji zdjęciowej dołączam także ja. Nasi panowie dzielnie skaczą do wody na linie. Bawimy się super, ale czas goni. Wracamy autobusikami do miasta. Tu lunch. Pani wygląda na zaskoczoną kiedy wchodzimy do lokalu. Z fochem na twarzy usadza nas przy zbyt długim stole i długo czekamy na jedzenie. Wreszcie na stole pojawia się zupa, potem kurczak, ryba, warzywa, po raz pierwszy algi wprost z rzeki. Bardzo smaczne. Warto było czekać.
Dzielimy się na dwie grupy. Część relaksuje się w hotelu, zbierając siły przed wyjściem na zachód słońca do miasta. My w ósemkę jedziemy do obozowiska ze słoniami. Tu dla nas godzinna przejażdżka na słoniach. Dzielimy się na 4 pary: Ewa i Jarek, Lucyna i Staszek, Maria i Mariusz oraz Ania i Estera. (Włodek został zmuszony do odpoczynku – oddział szpitalny cd.) Najpierw trasa wiedzie przez las, potem schodzimy do rzeki. Nasi poganiacze dają się nam przesiąść na swoje miejsca. Jarkowi nawet udaje się pokonać spory kawałek trasy jako główny jeźdźca na głowie słonia. Zwierzaki bardzo miłe, choć chyba chcą nam pokazać, że nie mają zbytnio ochoty spacerować po lesie w taki upał i od czasu do czasu zabawnie plują na nas po czubki głów. W wodzie mamy pietra, że któremuś z nich przyjdzie jednak ochota by się schłodzić wodą zapomniawszy, że mają nas na grzbiecie. Jednak przez naszych panów przemawia doświadczenie i prawie suchą stopą po godzinie lądujemy na platformie startowej. Było przepięknie. To i tak nie koniec dzisiejszych atrakcji. Wieczorem przejeżdżamy do miasta. Tutaj wspinamy się po bardzo wielu stopniach na szczyt lokalnego wzgórza, gdzie mieści się jeszcze jedna świątynia i podziwiamy czerwoną kulę zachodzącego słońca.
Czas wolny na kolację i zakupy. Jutro Kambodża.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: