Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Kenia i Zanzibar 30.09-14.10.2011

Całodzienne safari

05-10-2011

Wybieramy opcję całodziennego safari po śniadaniu. Ruszamy w dwóch busach. Nie jesteśmy same w parku, ale nie ma zbyt wielkiego tłoku. Oczywiście namierzamy koty, te nas najbardziej interesują. I udaje się nam w przeciągu trzech godzin znaleźć lamparta. Urokliwy kociak leniwie leży sobie na gałęzi i nie robi sobie nic z naszej obecności pod drzewem. Lwy w cieniu mają poranną sjestę, właściwie depczemy im po piętach, a te niewzruszone leżą jak kamienie i nic nie robią sobie z naszej obecności. Brakuje nam tylko geparda i wreszcie znajdujemy także tego kota i to jakże ciekawe miejsce, w krzakach gepard zajada dopiero co upolowanego dik dika. Mamy już wszystkie koty ale oczywiście to nie koniec safari. Wybieramy się do rzeki Mara by móc doświadczyć przy odrobinie szczęścia przeprawiania się przez rzekę stad gnu. Jednak już po drodze widzimy na łąkach wielkie stada gnu i zebr, i nawet bawołów. Jesteśmy w środku, zwierzaki tylko nam się bacznie przyglądają.

Czas na lunch nieopodal rzeki. Uzupełniamy nasze zbiory o krokodyle i hipopotamy. Powoli zmierzamy do bramy wjazdowej. Jest prawie 18 jak wrócimy do wioski. Oczywiście prócz atrakcji zwierzęcych nie zabrakło tez zakupów. Dzisiaj głównym tematem stały się dzidy masajskie. I choć można kupić je w sklepikach z pamiątkami, to bardziej podobają się nam te autentyczne wysmarowane potem i łojem w rekach Masajów. Znajdujemy przy drodze jednego chłopaka z dzidą, udaje się nam kupić jego dzidę używaną. Inny deklaruje się, że dowiezie nam kolejne. Przy wyjeździe z parku okazuje się, że dzidy są ale ich drzewce wyglądają podejrzanie nowo. Dziewczyny wprawdzie zakupują je ale już z zamysłem wymiany na stare. I rzeczywiście Asi udaje się dokonać zamiany z chłopakiem już w drodze do hotelu. W czasie kolacji przed naszym obozowiskiem mamy Masaja, który przynosi kolejne dwie dzidy. Wymieniamy, zamieniamy, kupujemy dodatkowe. Efekt jest taki, że prawie wszystkie mamy dzidę, albo kupioną albo zamówioną z dostawą na jutro.
Czas na kolację, wyprosiłyśmy u kucharza przepyszne samosy, którymi zostałyśmy wczoraj powitane. Jutro mamy dostać też przepis. Czas na spanie, z pewnością śni się nam safari, bo wrażeń było mnóstwo. Jutro bardzo wczesna pobudka to niespodzianka dla Aliny, ale Ona nic o tym nie wie


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: