Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Viva Barcelona 19-26.10.2011

Campo Nou, wioska hiszpańska, muzeum morskie, oceanarium, urodziny

24-10-2011

Poniedziałek jest dla nas dniem wolnym, specjalnie wybranym, by każdy mógł odwiedzić miejsca wymarzone a pominięte w programie. I tak część z nas postanowiła dłużej pospać, a następnie wybrać się na zakupy po hiszpańskich centrach handlowych, inni chcieli powtórzyć spacer po kilku miejscach w których już byliśmy – dzielnica gotycka, la rambla, wizyta w sagrada familia, jeszcze inni spragnieni byli nowych wrażeń. Wybrałam się właśnie z tą częścią grupy na uzupełniającą wizytę do kilku interesujących obiektów.

Zaczęliśmy od Camp Nou- najbardziej prestiżowego i znanego stadionu w Hiszpanii, miejsca treningu drużyny FC Barcelona. Muzeum zostało przygotowane dla turystów w ten sposób, że nawet laik w dziedzinie footbolu mógł tu znaleźć coś dla siebie. Niezwykle ciekawa, a przy tym interesująco zorganizowana wystawa dotycząca osiągnięć footbolistów oraz ogromny stadion na prawie 100 000 osób robiły wrażenie. Jeden z uczestników naszej wycieczki – Józef miał niezwykłą przyjemność zrobienia sobie zdjęcia z samym Messim! Wizytę zakończyliśmy większymi zakupami pamiątkowymi.

W drodze powrotnej do metra zatrzymaliśmy się na szybkie tapas i kawkę. Nie było to typowe tapas na bagietce, lecz raczej małe danie na ciepło, w formie dorsza lub klopsików mięsnych- pycha! O 13:00 byliśmy umówieni z 4 innymi osobami z naszej grupy na wspólne zwiedzanie wioski hiszpańskiej, zlokalizowanej niedaleko plaza Espanya. W trakcie spaceru spotkał nas deszcz, więc koniec końców część czasu spędziliśmy w jednej z wielu usytuowanych tam restauracji. Gdy się trochę przejaśniło obeszliśmy całą wioskę, podziwiając przepiękne kamienice z różnych regionów Hiszpanii, a następnie w wielkiej ulewie wsiedliśmy w najbliższy autobus podwożący nas do stacji metra.

Wysiedliśmy przy pomniku Kolumba, by udać się wspólnie najpierw do muzeum morskiego, a następnie do oceanarium. Niestety znów przywitała nas wielka ulewa, tak więc poznaliśmy kolejną, okoliczną knajpkę, zajadając się wraz z tłumem innych turystów świeżymi tapas na bagietce i popijając różne trunki. Gdy tylko zmniejszył się deszcz, przeszliśmy na drugą stronę ulicy w kierunku dawnych stoczni królewskich(obecnego muzeum morskiego). Tam okazało się, że większość wystawy jest zamknięta i można obejrzeć tylko wystawę tymczasową. Zostawiłam więc grupę, umawiając się na wieczorne spotkanie w hotelu, a sama udałam się na przygotowywanie niespodzianki dla jednego z naszych uczestników.

Józef miał dziś urodziny! Najwyższy czas, by zrobić mu niespodziankę. Zakupiłam tort w okolicznej pastelerii (cukierni) i zarezerwowałam stoły w hotelu na wieczorne wydarzenie. Ok. 19:30 prawie wszyscy spotkaliśmy się w barze hotelowym, gdzie czekały na nas już 2 litry sangrii i zastawa. Wkrótce przed naszym jubilatem pojawił się tort ze świeczkami, a wszyscy wtajemniczeni zaczęli śpiewać piękne sto lat. Urodziny w Hiszpanii muszą być odbyte po hiszpańsku, a więc toast wznosiliśmy z sangrią. Za chwilę jednak w podziękowaniu od Basi i Józefa na stole pojawiły się przepyszne tapas i wina i uczta trwała i trwała. Miłe zakończenie dnia


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: