Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Viva Barcelona 19-26.10.2011

Girona, Figueres, muzeum Salvadora Dali

25-10-2011

Ostatni dzień naszego pobytu w Hiszpanii przywitał nas pięknym słoneczkiemi temperaturą 23 stopnie. Z przyjemnością zatem myśleliśmy o dzisiejszym zwiedzaniu. Po pysznym i obfitym śniadaniu spotkaliśmy się wszyscy o 9:30, by wraz z naszym lokalnym przewodnikiem udać się wynajętym busem do Girony i Figueres. Trasa była piękna krajobrazowo. Najpierw mijaliśmy słynne Montserrat, gdzie znajduje się klasztor z Czarną Madonną, później przejeżdżaliśmy niedaleko masywu Pirenejów. Ok. 12:00 znaleźliśmy się w jednym z większych miast Katalonii – Gironie.

Miasto to w niczym nie przypomina zatłoczonej Barcelony. Tu przywitały nas piękne, kolorowe kamienice wybudowane tuż przy brzegu rzeki u podstaw wzgórza, na którym zlokalizowane są najważniejsze zabytki Girony – katedra, kościół st Feliu, łaźnie arabskie. Wraz z naszą lokalną przewodniczką udaliśmy się na spacer wzdłuż dawnych murów miejskich po najpiękniejszych miejscach starówki. Naszym celem była również dzielnica żydowska - Call, należąca do najlepiej zachowanych w Europie. Następnie zatrzymaliśmy się przy głównym deptaku miasta – la Rambli, by tam zrobić godzinną przerwę na zakupy lub dłuższy spacer po lokalnych uliczkach.

Gdy zebraliśmy się przed autobusem część osób mogła się pochwalić małymi zakupami, inni opowiadali o pysznym tapas, które próbowali. Wszyscy byli zauroczeni miastem i podekscytowani myślą o kolejnym punkcie naszego programu – muzeum Salvadora Dali. Znaleźliśmy się  w Figueres ok. 14:15. Miasto to znane właśnie dzięki osobie wyżej wymienionego artysty, który nie tylko się tu urodził i zmarł, ale też spędził sporą część życia na tworzenie prezentowanego obecnie muzeum-teatru, w którym znajdują się jego dzieła.

Przed gmachem muzeum stała niezwykle długa kolejka, jednak mieliśmy rezerwację, tak więc 5 minut później byliśmy już wewnątrz gmachu. Z uwagi na rangę samego artysty, poświęciliśmy na indywidualne zwiedzanie 2,5 godziny. Muzeum podzielone było na dwie części – obrazy, komnaty, rzeźby Daliego, oraz osobno wystawiona biżuteria. W środku mnóstwo turystów, jednak nie przeszkadzało to w podziwianiu i kontemplowaniu nad kolejno prezentowanymi dziełami. Najsłynniejsze z nich – czarny cadillac, w którym pada deszcz po wrzuceniu monety, pokój na kształt twarzy Mae West czy komnata- skarbiec- zachwycały każdego. Dodając do tego niesamowite i światowo znane obrazy oraz piękną, czasem „żywą” biżuterię (rubinowe serce, które bije w rytm prawdziwego serca)  wynosi się stąd mnóstwo wrażeń, które pozostają jeszcze na długo.

O 17:00 spotkaliśmy się, by wspólnie pójść na pyszny obiad. W Hiszpanii lunch jada się ok. godziny 13:00, tak więc okoliczne restauracje nie chciały wydać nam nic ciepłego. Po kilku próbach znalezienia restauracji z otwartą kuchnią zdecydowaliśmy, że dojedziemy do hotelu i tam zjemy kolację pożegnalną. Wybór okazał się bardzo trafny, gdyż w hotelu serwowali bufet, z typowo lokalną kuchnią: od zupy, poprzez dziesiątki tapas do wyboru po naście deserów, wszystkich przygotowanych tradycyjnie, na bazie budyniu, bądź pianki. Zamówiliśmy wina oraz sangrię do popicia i miło spędziliśmy ostatni wieczór naszej wycieczki. Zaczęły się podsumowania- co podobało się najbardziej, dyskusje na temat kolejnych wyjazdów, podziękowania i nadszedł czas na sen. Jutro pobudka nad ranem, więc postanowiliśmy położyć się o przyzwoitej porze. Oksanę i Ewę pożegnaliśmy już dziś, gdyż wylatują później niż my, a następnie udaliśmy się do swoich pokoi.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: