Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Kenia i Zanzibar 30.09-14.10.2011

Plażowanie, wizyta w mieście

10-10-2011

Wszelkie obawy o słońce były niepotrzebne, od rana słońce i błękitne niebo. Spacery przed śniadaniem, leniwe delektowanie się specjałami. Oczywiście spragnione słońca wybieramy się na plażę. Ponieważ towarzyszą nam bardzo naprzemienne odpływy i przypływy i wody raz mamy pod sam hotel, a potem nagle musimy maszerować do niej nawet kilkanaście metrów część z nas ubiera zgodnie z tutejszymi zaleceniami butki i wybiera się na spacer na rafę. Trzeba uważać na jeżowce, których jest tu mnóstwo. Ciekawostkaą są uprawy trawy morskiej i mnóstwo palików, które wystają teraz ponad poziom wody. Spacer długi, ale i skutki pamiętliwe. Dziewczyny myśląc, że leniwe poranne słońce nie jest zbyt groźne wybrały się nieposmarowane żadnym filtrem, teraz są całe czerwone. Zosia, która wystawiła nóżki na słońce czytając książkę na leżaku też cierpi. Ja wyciągnęłam Asię do miasta. Skorzystałyśmy z przejazdu lokalnym busikiem, a właściwie małą ciężarówką z paką i ławeczkami. To najbardziej popularny środek transportu wśród miejscowych. Koszt przejazdu to zaledwie 1,5 dolara, a że byłyśmy rzadkością wśród kompletu pasażerów nawet nikt nie chciał skasować nas więcej. Nasz hotel leży na jednej ze stacji początkowych, spotkałyśmy nawet Japonkę, która jako wolontariuszka pracuje w Tanzanii. Dosiadało się do nas coraz więcej kobiet i dzieci. Potem pojawili się także mężczyźni. Mzungu – pokazywano nas sobie palcami i wszyscy śmiali się serdecznie. Byłyśmy wciśnięte już w sam kącik ławeczki i wydawało się nam, że nie upchnie się nikt więcej, ale nic bardziej mylnego, każdy czekający na busika pasażer stojący na poboczu drogi zatrzymywał nasze autko i dosiadał się, czasami na wpół wisząc. Wreszcie dojechałyśmy do Kamiennego Miasta, zaczęłyśmy spacer od targu z warzywami, owocami i rybami. Potem udałyśmy się szeregiem wąskich uliczek do centrum i nad morze. Kawka, coś smacznego do jedzenia. Asia nie zakochała się w Kamiennym Mieście i poddaje się w kwestii jutrzejszej wspólnie planowanej wycieczki tutaj. Ja dam szansę temu miejscu i jeszcze raz z przewodnikiem postaram się odkryć najpiękniejsze zakątki miasteczka.

Wracamy oczywiście także dala – dala i już mniej nas rzeczy zaskakuje, chociaż sam początek, kiedy kierowca zabiera nas najpierw do cementowni a potem jeszcze przy włączonym silniku tankuje z kanistra budzi lekki niepokój nie dajemy się ponieść emocjom i po dwóch godzinach jesteśmy na miejscu.
Powtórka ze Stone Town jutro. Wieczorem część z nas zasiada znowu przed komputerem tym razem „Niewierny ogrodnik”, pozostałe zaproszone przez sąsiadów tańczą na plaży w okolicznym barze. Noc gwieździsta i ciepła.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: