Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Etiopia 22.09.-12.10.2011

Targ rybny, gorące żródła, kościół rastafarian, powrót do Addis Abeby

10-10-2011

Dzisiejsze śniadanko obfitowało w różnego rodzaju indżerę w wersji mix. Co szczęśliwsi mogli się załapać na smażone jajko bądź omlet, oraz oczywiście pieczywko, kawa i herbata. Niektórzy członkowie naszej grupy (Jurek, Ewa, Sławka) wykazali się wyjątkowym zaangażowaniem w przygotowania do wyjazdu i zaopatrzyli się w tzw. awaryjne kabanosy, które już kilka razy zajadaliśmy ze smakiem. Dziś był ten kolejny raz. Poczęstowali się również nasi przewodnicy, wierząc, że kabanosy nie są z wieprzowiny (etiopscy chrześcijanie nie jadają wieprzowiny).

Po śniadanku wybraliśmy się na okoliczny targ rybny, gdzie poławiane i oczyszczane są m. in. tilapie i sumy. Cały targ był ciekawie zorganizowany. Sekcja tworzenia sieci, oczyszczania ryb, przygotowania świeżej zupy, smażenia jak również hala targowa, gdzie codziennie o 8:00 rano zaczyna się sprzedaż hurtowa, a by umilić czas kupowania włączana jest również muzyka, najczęściej reggae.
Nasz przewodnik zrobił nam niespodziankę i zabrał na godzinny spacer po okolicznym parku, gdzie mogliśmy podziwiać kolejne gatunki ptaków. Furorę robiły dzioborożce, czaple, szczudłaki, kraski, żołny, marabuty i wiele innych. Dzisiejszym celem było znalezienie żołny abisyńskiej- endemicznego gatunku. Niestety nie mieliśmy aż takiego szczęścia, ale mnogość innych gatunków zrekompensowała nam tę stratę. Spacer był bardzo przyjemny.
Kolejną niespodzianką od naszych przewodników była wizyta w gorących źródłach, gdzie Jurek jako jedyny odważny (wraz z przewodnikami i kucharzem) skorzystał z ciepłej i podobno uzdrawiającej kąpieli w basenie. My zaś zrelaksowaliśmy się popijając chłodne napoje i robiąc kolejne zakupy – tym razem przebojem były rzeźby mursi, hamerów i innych plemion.
Podczas lunchu czekała nas kolejna niespodzianka. Nasz kierowca z północy - niezastąpiony Bana, przejeżdżał z wycieczką Francuzów przez naszą miejscowość i przyszedł specjalnie przywitać się z nami. Uściskom i buziakom nie było końca i pojawiło się słynne pytanie Bany: ULUMALU? (wszystko w porządku?) i nasza chóralna odpowiedź: ULUMALU!:)
Po obiedzie kolejny, niezapowiedziany punkt programu - wizyta w kościele rastafarian. Mimo, iż dzisiaj kościół i muzeum były zamknięte dla zwiedzających, Bana postarał się o to, byśmy weszli do środka i zwiedzili wszystko. Naszym lokalnym przewodnikiem był ledwo trzymający się na nogach (bo dużej dawce słynnej marihuany) rastafarianin w charakterystycznej czapce reggae. W kościele najbardziej czczony jest wizerunek ostatniego i pierwszego właściwego, nieśmiertelnego cesarza (jak mówią Rastafarianie) – Hajle Selasje. W muzeum podziwiać mogliśmy wizerunki najważniejszych postaci ruchu Rasta jak i posłuchać charakterystycznej, transowej gry na bębnach. Hasło przewodnie to oczywiście – pokój i miłość na świecie.
Obiecaliśmy Alemowi, że po obiedzie spróbujemy po raz drugi uwielbianego przez Etiopczyków środka odurzającego - CZATU! Ewa i Jurek, jadący drugim samochodem, degustowali go już od dłuższego czasu, dlatego nie mogliśmy być gorsiJ Tym razem każdy dostał konkretny przydział gałązek, z których pojedynczo zrywać mieliśmy listki i żuć w buzi przez dłuższy czas. Smak w niczym nie różniący się od liści jakiegokolwiek wybranego przez was drzewa. Czuliśmy się trochę jak lokalne kozy czy krówki, przeżuwając gorzką, zieloną papkę. Alem obiecał, że jeśli będziemy wytrwale żuć, to na pewno zobaczymy upragnioną żołnę abisyńską. Nie udało się zobaczyć, ale humor w samochodzie się poprawił, mimo że większość z nas udawała że żuje, lub w ogóle nie próbowała.
Podróż powrotna do stolicy minęła dzięki temu całkiem szybko, czas się nie dłużył, choć ostatni odcinek (70km przed Addis) był niesamowicie zakorkowany. A to dzięki słynnym ciężarówkom Isuzu, nazywanych przez Etiopczyków - Alkaida - jadących bez świateł, środkiem drogi, z prędkością zagrażającą niejednemu pieszemu i kierowcy. O 20:00 dotarliśmy w końcu do stolicy. Pożegnaliśmy się z przewodnikami umawiając się na wspólną, jutrzejszą kolację, zjedliśmy zakupioną po drodze papaję po czym udaliśmy się do swoich pokoi.
Jutro ostatnie zakupy i zwiedzanie. Pozdrawiamy!!!


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: