Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Etiopia 22.09.-12.10.2011

Wioska Hamerów, targowisko, Key Afer, Jinka

06-10-2011

Dziś nadszedł czas na opuszczenie naszego ulubionego campingu. Po śniadanku udaliśmy się wraz z 3 młodymi hamerami do ich wioski. Przewodnicy zostali na miejscu, by spakować nasze bagaże do końca. Trasa wiodła przez pustynię, wąskimi ścieżkami, które kilka razy zbiegały się z główną drogą szutrową. Największym urozmaiceniem krajobrazu były róże pustynne oraz termitiery. Wszyscy ucieszyli się na poranny spacer, gdyż ostatnie dni spędziliśmy w większości w land roverach. 40minutowy spacer był więc miłym urozmaiceniem. Gdy pojawiliśmy się w wiosce, spora część domów była opuszczona, gdyż większość młodych hamerów o poranku udaje na wypas zwierząt bądź na targ. Przyjrzeliśmy się jednak dokładnie miejscu, w którym odbywa się najsłynniejsza ceremonia hamerów- Ukuli Bula (inicjacja chłopców do wieku dojrzałego polegająca na kilkukrotnym, bezwypadkowym biegu przez byki). Następnie udaliśmy się do jednej z rodzin. 40 letnia kobieta wraz z siostrą młóciły mąkę na środku podwórka, dzieci, nieufne i smutne, próbowały sprzedać nam ich rękodzieła, pan domu stał z boku, przypatrując się nam z uwagą. Zostaliśmy zaproszeni do środka. Domy hamerów są stosunkowo niskie, w porównaniu np. do Karo. Przy wejściu trzeba więc zastosować pozycję na czworaka. Potrzebowaliśmy minutki na przyzwyczajenie wzroku do ciemności i po chwili naszym oczom ukazało się ciekawe wnętrze. Usiedliśmy w miejscu dla gości na pięknych, kozich skórach. Zaproponowano nam lokalną kawę lub piwo (tala). Piwo to przyrządza się ze sfermentowanego sorgo, dodając do gęstej papki wody w celu rozcieńczenia. Pije się z jednej tykwy, używanej również jako ochrona przed Słończem lub deszczem. Nie odważyliśmy się na próbę, lecz z ciekawością przyglądaliśmy się jak nasi młodzi towarzysze popijali napój ze smakiem. W domku można było wyraźnie zauważyć posłanie dla rodziców, kuchnię z wgłębieniami w ziemi mającymi zastąpić szafki oraz paleniskiem, spiżarkę oraz glebę dla ośmiorga dzieci na półpiętrze. Pani domu z okazji naszego przybycia ubrała dodatkowy sznur korali, co pięknie ją zdobiło w połączeniu z kolorem skóry typu macciato. Po kilku chwilach podziękowaliśmy za gościnę, zapłaciliśmy należne za gościnę i udaliśmy się w dalszą, pieszą drogę w kierunku kolejnej wioski, w której odbywał się dziś targ. Trasa wiodła wąskimi ścieżkami, przecinana czasem przez suche koryta rzeki. Gdy znaleźliśmy się w umówionej wiosce, młodzi hamerowie oprowadzili nas po targowisku. Wszystko podzielone było na sektory: warzywny, owocowy, miodny, ubraniowy, glinkowy. My ze szczególnym zaciekawieniem obserwowaliśmy mieniącą się na słońcu ochrę, która tak pięknie na czerwono zdobi włosy hamerek. W samochodach czekali już na nas przewodnicy, więc udaliśmy się w dalszą drogę. Kolejny przystanek był w Key Afer – miejscowości znanej z jednego z największych targów czwartkowych. Tu również podział na sektory- ubrania, warzywa, owoce, przyprawy, ozdoby, pamiątki. Można było dostać wszystko, co użyteczne, wielokrotnie przetworzone. Nie mogliśmy jednak znaleźć masek, które niektórzy chcieli kupić. Na szczęście przed nami jeszcze kilka wizyt na targach lokalnych. W Key Afer zjedliśmy kolejny pyszny obiad przygotowany przez naszego kucharza, po czym udaliśmy się do Jinka. W mieście byliśmy całkiem wcześnie, gdyż ok. 17:00. Był więc czas, by ze spokojem się rozpakować, rozbić, zwiedzić centrum wraz ze słynnym, trawiastym i pełnym krów, kóz i owiec lotniczym pasem startowym ( od 4 lat zamkniętym na normalne loty) oraz zjeść obiad. Po raz kolejny mieliśmy 3-daniową ucztę, wieczorne dyskusje z Alemem o wartościach życiowych i upragniony sen po kolejnym dniu pełnym wrażeń.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: