Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Peru i Boliwia 13.04-4.05.2012

Wizyta w szkole: prezenty, przejażdżka rowerowa z przełęczy, Chivay

18-04-2012

Opuszczamy Arequipę, jest znowu słonecznie i widać wulkany. Najpierw przystanek na lokalnym targowisku, mamy w planach odwiedzić szkołę w Andach i chcemy im kupić owoce, których nie mają tam w górach na co dzień.

Potem koniecznie zakupy w sklepiku, gdzie zaopatrujemy się w liście koki, wodę i elektrolity.
Wreszcie wjeżdżamy za miasto i robimy przystanki i zdjęcia na góry. Droga powoli pustoszeje, tylko od czasu do czasu wielkie ciężarówki, krajobraz zupełnie się zmienia, nabieramy wysokości, mamy w autobusie trzy urządzenia do pomiaru wysokości, co ciekawe wszystkie trzy pokazują co innego, i mamy rozbieżności nawet do 150 metrów. Ciekawe i tak wysokość rośnie z 2300 na starcie mamy dotrzeć na 3400 na nocleg pokonując przełęcz prawie na wysokości 5000metrów.
Przystajemy przy drodze na zdjęcia a po drugiej stronie jest pomnik grupy polskiej, która przed laty miała tu tragiczny wypadek. Mała kapliczka zarosła zielem, sporo tu śmieci, bierzemy się szybko za sprzątanie, Basia odgarnia płytę, Mariusz i Przewodnik karczują ziele, Rysiek wyrzuca śmieci, mamy nawet małą butelkę z kwiatami, jeszcze rozpościeramy szalik przywieziony tu z Polski i od razu wygląda to lepiej. Smutne miejsce ale polskie.
Jesteśmy w połowie trasy, zajeżdżamy na herbatkę ziołową, potem wizyta w naszej szkole.
Przed kilku laty zupełnie przez przypadek zabraliśmy jadąc do Puno małego chłopca, który całkiem sam z wielkim tornistrem dzielnie maszerował jak się okazało po szkole do domu. Jego los zainspirował nas do zbiórki pieniędzy i zakupu rowerów. Luisa już nie ma w tej szkole. Zajechaliśmy przed bardzo skromny budynek na całkowitym odludziu. Wygląda na to, że w środku jest pusto, to tylko pozory, z gór nagle zbiegają się dzieciaki, a za nimi ich profesor. Od 10 lat pracuje już w tej szkole, 7 dzieciaków z wielkim zaciekawieniem się nam przygląda. Najpierw prezentują nam z dumą swoją klasę, zeszyty i książki a potem starają się przyglądać bardzo bacznie nam. Mamy dla nich i tym razem prezenty. Dzięki uprzejmości Zosi i Rysia z Poznania i Maćka (bardzo bliscy Przyjaciele ESTY) mamy ze sobą 5 piłek, jedna nie przetrwała drogi, ale pozostałe 4 napompowane w autobusie prezentują się genialnie. Poza tym każdy z uczestników wyjazdu dorzucił do torby swoje prezenty, mamy słodycze, kredki, flamastry, witaminy, ubrania. Dzieciaki cieszą się bardzo, pamiątkowe zdjęcia, a na sam koniec mecz towarzyski Polska - Peru. Mariusz bardzo się zaangażował w grę z chłopakami i teraz łapie oddech.
Na przełęczy czekają na nas już rowery. Ubieramy kaski i rękawiczki, wkładamy kolejne warstwy ubrań, polary, kalesony, czapki i ruszamy. Tylko Ewa decyduje się eskortować nas w autobusie, reszta dzielnie już pokonuje pierwsze metry. Jest bardzo zimno, leży sporo śniegu, nawet na naszej drodze, jedziemy prze chwilę pomiędzy szerokimi szpalerami śniegu rozjechanego przez samochody. Zimno, brrr!
Pierwszy podjazd okazuje się dobrym testem. Sapiemy ale pedałujemy. Widoki nieziemskie. Oświetlone białe szczyty, pachnie ziołami, kwitną kwiaty. Cudo. Wraz z utratą wysokości pogoda się zmienia, jest coraz cieplej. Stajemy. Zaczyna padać grad. Pedałujemy jeszcze szybciej i mocniej i szybko uciekamy spod gradowej chmury.
Widok z góry na dolinę gdzie mamy dojechać bardzo kolorowy.
W Chivay docieramy na mały rynek, tu pamiątkowa tablica Polaków i ich wyprawy Canoandes, potem gorąca herbata i zupa i jedziemy do hotelu. Odpukać wszyscy w świetnej formie, żadnych oznak choroby wysokościowej. Oby tak dalej. W hotelu czekają na nas gorące źródła, robią dobrze tym, którzy się na nie skusili, wygrzeliśmy się i odpoczęliśmy. Reszta z nosem pod kołdrą trzęsie się z zimna, polecenie służbowe gorący prysznic. Jest lepiej.
Kolacja i znowu same pyszności i wielkie porcje. Kończymy urodziny Bożki a za chwilę urodziny Carlosa. Jest kominek, harfista, pełne brzuszki – żyć nie umierać.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: