Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Peru i Boliwia 13.04-4.05.2012

Zwiedzanie Limy

14-04-2012

Jest 4 rano, u nas w pokoju pełna gotowość, niestety 7 godzin różnicy robi swoje i jak tu spać do 15? Jesteśmy na nogach dużo wcześniej. Na spacer nad wodę zbyt wcześnie i zbyt ciemno, na Internet w pokoju póki co bez szans, czytamy książki i oglądamy filmy. Dzisiaj całodzienne zwiedzanie miasta.

Jest 4 rano, u nas w pokoju pełna gotowość, niestety 7 godzin różnicy robi swoje i jak tu spać do 15? Jesteśmy na nogach dużo wcześniej. Na spacer nad wodę zbyt wcześnie i zbyt ciemno, na Internet w pokoju póki co bez szans, czytamy książki i oglądamy filmy. Dzisiaj całodzienne zwiedzanie miasta.

Zaczynamy od Parku Miłości, niestety mimo tego, że przy hotelu świeci słońce i jest już bardzo ciepło, to tu znad oceanu ciągnie się mgła. Wszędzie biało, ale na zdjęcia jeszcze starcza czasu. Drugi w kolejności jest park z oliwkami, tutaj też szybkie zdjęcia i przytulanie się do drzewa, które spełnia życzenia. Potrzebujemy pieniędzy, idziemy na wymianę. W hotelu nieopodal wpraszamy się na kawę, w hollu fotografuje się para młoda. Widać tylko pana młodego i jego rodziców, ale zakładamy, że dziewczyna się też pokaże. Korzystamy z okazji i przechodzimy na ty. Znamy się już z poprzednich wyjazdów, albo mamy wspólnych znajomych, teraz w nowym składzie odkrywamy Peru i Boliwię.
Na Placu Głównym dzisiaj spory ruch, z jednej strony koncert na skrzyniach, z drugiej przygotowania do ślubu, a przed Pałacem Prezydenckim zmiana warty. Wybieramy najpierw koncert a potem katedrę, towarzyszymy parze młodej, jak się okazuje tej samej, którą spotkaliśmy już w hotelu przy wejściu przed ołtarz.
Wymykamy z kościoła i idziemy przed Pałac. Niezbity dowód, że na pokładzie samolotu nie było zbyt wielu pasażerów, w katedrze pod ścianą zaczepia nas jedna z pań, nawiązując do wczorajszej podróży samolotem, była naszą stewardessą, teraz wygląda zupełnie inaczej.
Inne dwie spotkamy wieczorem siedząc na kawce i piwie w centrum handlowym. Dziewczyny też zwiedzają miasto. Po zmianie warty idziemy na przystanek z popiersiem Malinowskiego a potem już Św. Franciszek. Tu prawie pusto i wraz z naszym przewodnikiem zwiedzamy kolejne sale. Czas na chwilę odpoczynku. Pisco sour. Odkryliśmy miejsce, gdzie wymyślono ten trunek i zasiadamy przy stole zamawiając po lampce koktajlu. Rzeczywiście smakuje tu wybornie, łapiemy siły przed kolejnym punktem programu. Zostało nam Muzeum Złota, sporo informacji i mini wykłady o poszczególnych kulturach.
Kolacja nad samym oceanem, ale pogoda tutaj nadal taka sama jak rano, czyli widoczność nijaka.
Rozstajemy się z kilkoma osobami, które wracają do hotelu, a my wraz z Koleżanką Moniką idziemy na piwo i kawę. Niestety tutaj w niewiadomych i zupełnie dziwnych okolicznościach ginie torebka Marysi, za chwilę przy naszym stoliku pojawia się policja, ochrona i właściciel restauracji, panie siedzące za nami gestykulują i objaśniają kto wziął i jak wziął. Nas było wokół sporo, ale nikomu nic nie podpadło. Trochę psują się nam humory bo sytuacja niezbyt miła, tym bardziej na pożegnanie z Limą.
Podajemy wprawdzie numer telefonu do biura i numer naszej koleżanki, która mieszka w Limie, ale czy są szanse na znalezienie torebki – kto to wie… Na szczęście nie było tam zbyt wiele cennych rzeczy, ale zawsze szkoda, a jeszcze wczoraj ostrzegano nas, że Lima nie należy do bezpiecznych miejsc, teraz już się uśmiechać nie będziemy słysząc takie ostrzeżenia.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: