Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Zakaukazie 26.04.-14.05.2012

Spacer po Parku Narodowym, pożegnalna kolacja

06-05-2012

Śniadanie o 8:30 przesunięte zostało na 9:00 – problemy z wodą, brak w łazienkach, brak i w kuchni. Gdy zjedliśmy ser, chleb i jajka, odebraliśmy suchy prowiant i udaliśmy się na zaplanowany dzisiaj trekking przez Park Narodowy Lagodekhi. Z uwagi na spore opady deszczu, część dróg była zamknięta. Wybraliśmy więc trasę na 17 km, prowadzącą do mniejszego wodospadu – Lagodekhi. Pogoda mimo naszych wątpliwości, świetnie nam dopisała. Pojawiło się słoneczko, mimo mokrej nawierzchni, czy przejść przez drewniane mosty nad rwącą rzeką wszyscy świetnie sobie radzili.

Gdy przebyliśmy ponad połowę drogi, spotkaliśmy grupę gruzińskich uczniów szkoły średniej, którzy poinformowali nas, że trasa do małego wodospadu również jest w pewnym miejscu zablokowana i nie przejdziemy. Postanowiliśmy więc zrobić przerwę niedaleko strumienia, zjeść częściowo nasz prowiant i po pół godzinie ruszyliśmy w drogę powrotną.
Nasza trasa liczyła więc ostatecznie ok. 9 km. Na tym się jednak nie skończyło. Zrobiliśmy sobie małą przerwę lunchową, po czym udaliśmy się busem w kierunku innego szlaku, prowadzącego do okolicznej twierdzy. Tam usiedliśmy w cieniu drzewa, po czym część z nas udała się na krótki spacer. Nie było łatwo. Pierwsza przeszkoda pojawiła się po 200 metrach, gdy przez ścieżkę przepływał szeroki strumień. Długonogi Władek przeskoczył przez niego bez problemu, po czym użył jeden z większych kamieni, by uformować nam trasę przejściową.
Dzięki niemu udało nam się przeskoczyć strumień niczym zwinnym sarenkom. To był jednak dopiero początek. Chwilę później pojawił się kolejny strumień i jeszcze kolejny.. i tak bez końca. Po 15 minutach spaceru postanowiliśmy zrezygnować z dalszej drogi i wróciliśmy do reszty grupy, która relaksowała się pod jednym z drzew opowiadając sobie różne przygody z podróży. Możemy więc powiedzieć, że przeszliśmy dziś około 10 km.
Udaliśmy się do hotelu, by wziąć prysznic. Nie było to łatwe, gdyż wymagało to od nas stania nad właścicielami, by odkręcili zawór z głównym dostępem do wody. 2 godziny na prysznic i sjestę okazało się zbawienne. O 18:00 spotkaliśmy się wspólnie na kolacji pożegnalnej. Pojawiła się długo wyczekiwana przez Panów baranina, pojawiły się ulubione Chinkali, pojawił się szaszłyk i sałatki, a nawet deser w postaci ciasta. Jedzenia mnóstwo! Do tego 4 litry lokalnego wina białego plus 1,5 litra wina SAPERAWI od naszego kierowcy. Nie daliśmy rady temu wszystkiemu mimo dwóch spacerów po mieście. O 22:00 poddaliśmy się, będąc oczywiście w bardzo dobrych humorach, najedzeni, napici, po wielu toastach, dyskusjach, wrażeniach, dobrze zakończyliśmy gruzińską część wyjazdu. Nadszedł czas na pakowanie i sen.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: