Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

USA 4-24.09.2012

Alcatraz, Golden Gate Bridge

05-09-2012

Punktualnie o 7:00 obudził nas budzik hotelowy. Niełatwo było wstać pierwszego dnia po takiej zmianie czasowej. A jednak każdemu z nas prędzej czy później się udało. Zachęcające było to, że śniadanie należało do tych bardziej obfitych – Amerykanie lubią zapychać się na śniadanie muffinkami, zapijając je dużą ilością kawy. My natomiast mieliśmy tu szyneczkę, serek, pomidorki, owoce i wiele innych przysmaków.
O 8:30 Zbyszek już czekał na nas w gotowości, by zabrać grupę na zwiedzanie pięknego San Francisco. Zaczęliśmy od wyspy Alcatraz, gdzie każdy z nas przyjrzał się celi Al Capone, wczuł się w sytuację więźnia wchodząc do celi, wychodząc na dziedziniec czy sprawdzając dawkę dziennego przydziału żywieniowego. Szybko wróciliśmy z wyspy do Molo 33, skąd wybraliśmy się na przejażdżkę po najciekawszych dzielnicach, opowiadając sobie przy okazji o ich historii i przyglądając się najróżniejszym zabytkom. Zbyszek nie pozwolił jednak na to, byśmy bywali w najbardziej komercyjnych miejscach. Wybierał te mniej zatłoczone, byśmy mogli lepiej wczuć się w atmosferę miasta. Chyba największe wrażenie zrobił Golden Gate Bridge, który z racji rześkiego powietrza, wyjątkowo nie był ukryty w mgle, tylko pięknie wdzięczył się nawet z dalekiej odległości. Podobała się również kręta uliczka – Lombard Street, którą podeszliśmy na samą górę wzgórza, by zrobić zdjęcia z obu stron. Nie zabrakło dobrego obiadu – dziś kuchnia chińska – obfita, bardzo smaczna i tania. Wszyscy więc wyszli zadowoleni. Skoro jedliśmy chińskie danie, musieliśmy też pojawić się w słynnej dzielnicy chińskiej, w której można się było na chwilę przenieść na inny kontynent. Spacer uprzyjemniła nam podwójna tęcza, która wyłoniła się zza dwóch wysokich biurowców, chowając się następnie za wieżyczką okolicznego kościoła. Opera i filharmonia w San Francisco uchodzą za jedne z najlepszych w Ameryce. I tu więc zatrzymaliśmy się, by przyjrzeć się architekturze budynków. Co jakiś czas mijaliśmy słynne zabytkowe tramwaje podwożące coraz to nowych turystów.
Dzień był długi i pełen wrażeń. Aż trudno o pożegnanie ze Zbyszkiem. W prezencie od niego każdy z nas dostał muszlę wyłowioną z Oceanu Spokojnego. Podziękowaliśmy wielkimi oklaskami za bardzo ciekawe oprowadzenie po czym udaliśmy się do hotelu.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: