Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

USA 4-24.09.2012

Park Narodowy Bryce

20-09-2012

Mimo, że nasz wyjazd powoli dobiega końca, to wciąż jeszcze przed nami piękne parki narodowe. Dziś zwiedzaliśmy Bryce. Chyba nikt się nie spodziewał, że zobaczy jeszcze coś dorównującego pięknem niektórym poprzednim miejscom. A jednak, park narodowy Bryce łączy w sobie cechy kanionu antylop, parku łuków skalnych, Canyonlands. Najbardziej okazałe są iglice skalne, przypominające z góry amfiteatr pełen widowni – przez Indian Pajutów formacje te nazywane są czerwonymi twarzami.

Przed wjazdem do parku zrobiliśmy przerwę na lunch. Zbyszek miał ochotę na amerykańskiego hot doga, więc namówił część grupy na szybki lunch. Ja poszłam z resztą do restauracji, w której podawali dziś bufet za 12 dolarów i jadło się wszystkiego do woli. Próbowaliśmy więc żeberek, ryby, sałatek, zupy, a nawet najróżniejszych ciast na deser.
Po mniej lub bardziej obfitym lunchu udaliśmy się do pierwszego punktu widokowego – sunset point. Tam pierwsze widoki na amfiteatr czerwonych twarzy oczarowujące grupę. Ruszyliśmy do kolejnego punktu – inspiration point. Stąd postanowiliśmy się wybrać na kilkukilometrowy spacer do kolejnego punktu, podziwiając po drodze cudne krajobrazy i spotykane przy okazji zwierzęta – sępniki różowogłowe, czy tamias ( rodzaj gryzoni z rodziny wiewiórkowatych). Przy punkcie widokowym Bryce czekał już na nas Charlie.
Obiecałam wszystkim, że zobaczymy jak najwięcej, udaliśmy się więc do najdalej oddalonego punktu widokowego parku – Rainbow point, przysłuchując się przy tym dźwiękom natury i muzyce klasycznej ( Od dwóch jesteśmy na abstynencji od muzyki indiańskiej, ponieważ nasz kierowca któregoś dnia włożył sobie chusteczki do uszu, nie mogąc znieść ciągłych dźwięków charakterystycznego śpiewu i gry Indian).
W drodze powrotnej z Bryce zatrzymaliśmy się jeszcze przy dwóch punktach widokowych– agua canyon i bridge arch – oba zachwycały i odróżniały się od wcześniejszych krajobrazów. W końcu nadszedł czas na powrót do hotelu. Jechaliśmy ok. 2,5 godziny, podziwiając na trasie delikatny zachód słońca.
Ok. 20:00 czasu arizońskiego dojechaliśmy do hotelu w St George. Okazało się, że mają tu przyzwoity basen i jaccuzi – prawie wszyscy skorzystaliśmy z tej okazji rozluźniając obolałe mięśnie po dzisiejszym dłuższym spacerze. Na jutro szykowane są dwie niespodzianki w Las Vegas. Panie nie mogą się doczekać zakupów, panowie – rozrywki. Zbyszek werbuje grupę na  roller coaster w jednym z hoteli w Las Vegas. Udało się namówić już prawie wszystkich. Pozdrawiamy!


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: