Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Portugalia 4-17.08.2012

Leniuchowanie, połów ryb, przejazd do Botswany

22-11-2012

Dzisiaj większość z nas wybrała leniuchowanie, ale nie wszyscy. Piątka z nas dzielnie wybiera się na ryby. W naszej łodzi prócz przewodnika mamy Andrzeja – jedynego doświadczonego wędkarza, Krzysia, który teoretycznie jest świetnie przygotowany, Gosię, która ma wielkie ambicje by się nauczyć wędkować, i dwie dzielne dziewczyny, które równie ambitnie chcą coś złowić, najlepiej od razu wielka rybę.

Przewodnik lekko się zanosi śmiechem, kiedy widzi, że nie mamy pojęcia jak złapać wędkę ale po krótkim instruktażu jest o niebo lepiej. Na szczęście nie ma łowienia na robaki – brrr ale tylko na blachę. Wybieramy trzciny – bo przecież nie od dziś wiadomo, ze w trzcinach ryby biorą najlepiej. Kilka prób i nic. Potem idzie nam coraz lepiej, a to liście lilii wodnych, a to trzciny, raz po raz jakiś patyk. Wreszcie jest pierwsza ryba, i od razu wielka, taaaka wielka tilapia na moje konto. Niestety nie możemy ich zabrać ze sobą, musimy je uwolnić . Druga Gosia łapie coś i ciągnie z wielkim zapałem, widzieliśmy wszyscy, że był to najprawdziwszy szczupak, ale tuż przed wyłowieniem się nam urwał… Ale ryba zaliczona. Do zdobywców dołącza wreszcie Andrzej z kolorową rybką. Zmieniamy miejsce połowu, śmiechu co niemiara najczęściej powtarzanym zdaniem na łodzi jest: Nelson we have a problem, co zawsze oznacza, że albo żyłka się zaplątała, albo właśnie pękła, albo znowu gdzieś się zahaczyliśmy, ale innych moc drobiazgów.
Wracamy cali rozradowani z mocnym postanowieniem zorganizowania kolejnej wyprawy na ryby. W obozie niespodzianka Erastus już wcale nie jest taki pewien, że jedziemy dzisiaj do Botswany. Sprawdził, że jednak nasz kolejny obóz leży po stronie Namibii. Dobra wiadomość, jeszcze jedna noc w Namibii.
Jedziemy w stronę granicy z Botswaną. Nasz obóz okazuje się być miejscem bardzo nowym, otwartym zaledwie przed kilkoma dniami, ponownie namioty. I znowu bardzo gościnnie i przyjaźnie. Jesteśmy jedynymi gośćmi możemy sobie pozwolić na wszystko. Namioty nowiusieńkie, brakuje tu jeszcze na przykład drzwi do toalety, albo zasłonek w oknach, albo zbiorników na brudną wodę, itd… ale co to dla nas wytrawnych traperów po dwóch tygodniach wspólnej tułaczki!
Kolacja z pewnością aranżowana nawet jeśli z daleka to za dotykiem Rebeki. Smaczna i ładnie podana, a na sam koniec ognisko i nie śpiewy ale koncert życzeń i muzyka aranżowana przez Wacka i Krzysia. Dobranoc.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: