Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Chile 5-27.11.2012

Nocleg w Parku Torres del Paine, spływ pontonem, lodowiec Senales, wioska Contasuelo

15-11-2012

Nocowaliśmy na terenie parku Torres del Paine. Drewniany hotel Tyndall miał pokoje z tarasami widokowymi na najpiękniejsze szczyty parku – Los Torres i los Cuernos. Jedynym dyskomfortem dla nas była grupa z Holandii, która tak hałasowała, że nie dało się słyszeć własnych myśli, a co dopiero z kimś rozmawiać. Jednak daliśmy sobie radę. Zjedliśmy skromną kolację w postaci zupy cebulowej, sałatki lub baraniny, wypiliśmy dobre chilijskie wino do tego i rozsiedliśmy się w lobby by podziwiać jeszcze chwilę krajobrazy otaczających nas gór. W tej części Chile ciemno robi się dopiero ok. 21:30, tak więc długo można cieszyć się niesamowitym widokiem.
O poranku zjedliśmy śniadanie, cierpliwie czekając na nową dostawę jedzenia do bufetu, w przeciwieństwie do Holendrów, którzy walczyli o każdy plasterek i rzucali się na jedzenie, gdy tylko pojawiła się nowa porcja. Najedzeni, po załatwieniu formalnych spraw, zostaliśmy odwiezieni do przystani, z której startowała nasza pierwsza łódka. Tu niespodzianka dla grupy. Zaczynamy od szybkiego spływu pontonem silnikowym, dlatego wszyscy, by nie być pochlapanym i przede wszystkim by nie było zimno, otrzymali specjalne kombinezony w kolorze czerwonym. Z początku co niektórzy niedowierzali, że mają to ubrać, gdy jednak cała grupa swój kombinezon przywdziała, wyglądaliśmy niczym ekspedycja kosmonautów. Sesja zdjęciowa niezapomniana, polecamy zdjęcia w galerii ESTY, na pewno zwrócicie na nie uwagę.
Nasz kapitan zapewniał nam dodatkowe atrakcje, w postaci ostrych zakrętów dookoła osi, spływów na fali itp. Widoki z tej półtoragodzinnej trasy cudowne. Od jęzorów lodowca, przez najróżniejsze mniejsze i większe wodospady, aż po pokaz, który specjalnie dla nas przygotowały szybujące nad nami kondory. Na koniec spacer w kierunku jęzora lodowca Senales, po drodze mijaliśmy małe odłamy lodowe, rzekę, mnóstwo kwiatów endemicznych.
Przed 13:00 ruszyliśmy w drugi rejs, tym razem większą łódką, z zamykaną kabiną, z wygodnymi fotelami, telewizorami i obsługą pokładową. Na zewnątrz od strony rufy świeciło przyjemnie słońce, przez co niektórzy większość czasu spędzili tam. Inni drzemali, podziwiali krajobrazy, rozmawiali.. co trwało łącznie 2 h. O 15:00 dopłynęliśmy do wioski Contasuelo, gdzie czekał już na nas obiad w jednej z drewnianych, przytulnych chat. Jadalnia była przeszklona, z widokiem na jezioro i otaczającą nas kordylierę. Na obiad serwowano nam typowe danie patagońskie – baraninę z rusztu. Nie każdy z nas jest smakoszem baraniny, ale każdy stwierdził, że jest bardzo smaczna, dobrze przyrządzona. Zjedliśmy ze smakiem po kilka kawałków, gdyż mięso było w nieograniczonej ilości. Do tego oczywiście dobre, czerwone wino, bądź inne napoje, a na koniec deser.
Najedzeni, zauroczeni pięknem otaczającej nas przyrody, ruszyliśmy w dalszy rejs, płynąc bezpośrednio do Puerto Natales jeszcze przez godzinę. Piotrek chciał przyjrzeć się kabinie kapitana i szczegółom technicznym łódki, więc za pozwoleniem samego szefa statku, zostaliśmy zaproszeni do środka. Louis ( tak się nazywał głównodowodzący) opowiedział nam trochę o swoim życiu, karierze zawodowej i obsłudze całkiem nowego statku, którym płynęliśmy. Za chwile dołączyły się do nas jeszcze 2 osoby z obsługi statku. Dziewczyna rozmawiała z Piotrem o życiu w Chile, chłopak rozmawiał ze mną o tym, że jeśli w Polsce się lepiej żyje to on chce przyjechać do Polski i tam się ożenić. Ahh ta latynoska otwartość na ludzi - spędziliśmy miło godzinę czasu, zarówno my, jak i reszta grupy, relaksując się na pokładzie statku.
W Puerto Natales, po dowiezieniu do hotelu i chwili odpoczynku, wybraliśmy się do miasta, by wymienić pieniądze na peso Argentino. Później część osób poszła na ostatnie zakupy, a część na smakowanie ceviche – znanego nadmorskiego specjału w postaci surowej, drobno siekanej ryby, marynowanej, zalewanej sokiem z limonki, podawanej często na liściu sałaty. Ceviche było idealne, smakowało wyśmienicie. Tutaj warto wspomnieć, że wybraliśmy sobie najpopularniejsząa restaurację w mieście, gdzie cały czas jest pełno. Okazało się, że w przyrządzaniu tej przystawki już się nie specjalizują, nie mają tego w głównym menu. Jednak dzięki Marianowi, który trafił tam na miłą obsługę dwa dni wcześniej, udało się zrobić rezerwację i wyprosić przygotowanie dania specjalnie dla nas – dziękujemy!!


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: