Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Namibia 10-27.11.2012

Pierwsze safari w Parku Etosza

18-11-2012

Niedziela, wstajemy wcześnie, szybkie śniadanie i jesteśmy gotowi do drogi. Przebieramy dzisiaj wyjątkowo nogami, bo wszyscy czekamy na pierwsze safari w Parku Etosza. Około 10 przekraczamy bramę wjazdową, wydaje się, że jest już bardzo ciepło, ale już przy pierwszych oczkach wodnych pojawiają się zwierzaki. Pojedyncze oryksy, potem springboki – te już znamy. Za chwilę wielkie stado zebr, są i dostojne żyrafy. Bardzo się nam podoba. Mamy podniesiony dach w jednym z aut i szalejemy ze zdjęciami. Strusie, guźce, nawet dropy. W okolicach południa docieramy do obozu na terenie parku. Kwaterujemy się, mały obiad, chwila na odpoczynek, przez niektórych skrzętnie wykorzystana nawet na małą drzemkę i o 16 w godzinie simby ruszamy na popołudniowe safari. Zamieniamy się autami, żeby było sprawiedliwie i szukamy zwierzaków.

Pierwszy postój przy większej grupie samochodów, podobno w krzakach są lwy. Podobno bo nie udaje się nam ich wypatrzeć. Jedziemy dalej mijając coraz bardziej liczne stada zebr i żyraf. Przy springbokach się już nawet nie zatrzymujemy. Kolejna większa grupka samochodów i znowu lwy. Tym razem jesteśmy bardziej cierpliwi co zostaje zresztą wynagrodzone. Jedna lwica podnosi się i rozwiewa wszelkie wątpliwości co do swojej obecności w krzakach. Tuż obok niej pojawia się para czarnych małych uszu i mamy małego lewka, nie jednego - obok pojawia się drugi.
I to one naprowadzają nas na trop taty, który kompletnie niewidoczny z drogi maskuje się w trawie. Zmęczony rozbrykanymi maluchami przenosi się w inne miejsce a my korzystamy z okazji i robimy zdjęcia. Przenosimy się i my w tył by móc go lepiej widzieć. Bawi się z malcami. I kiedy już mamy odjeżdżać wypatrujemy w trawie całkiem blisko drogi inną samicę. Jesteśmy zaspokojeni i zadowoleni jeśli chodzi o lwy.
W hotelu jesteśmy przed zachodem słońca. Wygrywają Basia i Włodek oraz Ela i Darek, którzy idą nad miejscowe oczko wodne, bo tam prócz pięknego afrykańskiego pomarańczowo -czerwonego nieba są słoń i nosorożec. Niczym na zamówienie pozują do zdjęć w łunie zachodzącego słońca.
Kolacja, a po niej wszyscy z nadzieją powtórki takich widoków idziemy nad oczko. Tu zmiana warty, nad wodą żyrafy. Są dwie, ale w przeciągu następnej godziny ich liczba wzrośnie do 6, wszystkie przychodzą by się napić a pozostałe stoją na straży. Cudo.
Dla najbardziej cierpliwych nagroda, po zebrach, które były tylko przerywnikiem pojawia się wreszcie nosorożec.
Teraz można iść spać.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: