Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Namibia 10-27.11.2012

Safari wodne, namioty, ostatnia noc w Namibii

21-11-2012

Dzielimy się na dwójki i jedną trójkę i płyniemy. Po części znana nam już trasa z wczoraj, ale rano jeszcze więcej ptaków i hipcie z bardzo bliska. Bardzo ładny początek dnia, po deszczowej nocy zostały jeszcze pojedyncze krople deszczu, które teraz nieudolnie starają się nas przestraszyć. Śniadanie i leniwie pakujemy nasze walizki. Bardzo się nam tu podoba i wcale niespieszno nam do wyjazdu. Ale program zobowiązuje. Przy porannej kawie okazało się, że Basia po raz kolejny wypatrzyła węża. Po opisie i ustaleniach z miejscowymi przewodnikami okazało się, że najprawdopodobniej była to kobra plująca. Brrrr. Wyjeżdżamy z przepięknej lodży. Nasz Mr. Nunda dzisiaj znowu w świetnym humorze i poproszony by zaśpiewał nam coś na do widzenia, waha się i zastanawia a po chwili recytuje od początku to samo czym witał nas wczoraj czyli witajcie w Nunda Lodge, itd…  Pękamy ze śmiechu, bo jest to naprawdę bardzo zabawne.

Mamy się na baczności. Tuż obok jest park, do którego zaglądamy w poszukiwaniu zwierzaków.
Do następnego obozu znowu w namiotach dzieliło nas 200 kilometrów, ale co to dla nas. Po rzece Okawango przyszedł czas na Kwando, albo w innej części zwanej Chobe. Tym razem namioty dla wszystkich, mamy bardzo mało czasu na przebranie się i ewentualnie prysznic. Kolejna przejażdżka łódką, tym razem w pełnym słońcu szukamy hipopotamów i ptaków wodnych. Nasz przewodnik dwoi się i troi by pokazać nam jak najwięcej, w odróżnieniu od swojego poprzednika boi się podpływać zbyt blisko do hipopotamów.
Wracamy bardzo zadowoleni, bo pokazów sporo.
Kolacja przy świecach a obok płonie ognisko. Erastus nasz przewodnik oznajmia ze smutkiem, że dzisiaj ostatnia nasza noc w Namibii i jutro nocujemy już w Botswanie. Wznosimy toast za Namibię. Chłopcy razem z nami.
Kolacja wyjątkowa. Opisujemy nasze położenie, z jednej strony rzeka Kwando, za nią Botswana, druga linia to nasze namioty, potem recepcja i długo długo nic. A pośrodku tego pustkowia pojawia się szefowa kuchni Rebeca, która oznajamia nam, że dzisiaj na kolację serwuje sałatkę z biltonga, wołowinę z warzywami a na deser herbatę rooibos i mus. Koniec świata.
Dania co jedno to bardziej wykwintne i pięknie podane. Zajadamy się i wielu z nas zgodnie ustala, że jest to najsmaczniejsza kolacja jak dotąd. Są zasłużone owacje dla Rebeki, kieliszeczek naleweczki orzechowej jeszcze za Namibię.
Tegoż wieczoru Krzyś – uczestnik naszej wyprawy podsyła nam swój własny wiersz:


Goodbye Mr. Hemingway 
 
Po Dekadzie już wszystko biegło letnio
jakby w antycznej prezerwatywie
Myśliwcy Moi z artretyzmem lubo nadciśnieniem tylko
(czy po prostu żywi jeszcze ale
Dalej martwi)
coraz wystawniejszymi słowy
Opiewali śmierci moje
podczas gdy ja
Z Hebanu cytrą w ręku
grzywę zaczesywałem wychodząc na
Lwice przedostatnie
zaś
By Tymczasem nie ryczeć bezsamotnie
lwa z wątpiącej fontanny
Na Brata z nemei przyjąłem
on tamte z rozpaczą
Bez Końca wspomnienia
 
wyZabijać pomógł
Panie H.
 
(macha 2012-11-16
 Twyfelfontein, w Namibii)


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: