Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Namibia 10-27.11.2012

Wizyta w wiosce ludu Himba

17-11-2012

Równie pięknie jak słońce zachodziło wczoraj, tak samo cudnie wstaje dzisiaj. Piękny poranek nie jest w stanie utrzymać nas długo w łóżkach, spotykamy się dość wcześnie na śniadaniu. I znowu piękny widok. W miasteczku łapiemy umówionego wcześniej przewodnika, wraz z nim jedziemy do pobliskiego supermarketu by zrobić zakupy dla Himb.

W naszym koszyku ląduje olej, herbata, mąka kukurydziana, cukier. Z zapasami przejeżdżamy w głąb sawanny. Sucho. Piaszczyście i pusto. Na pewno sami nigdy w życiu nie dotarlibyśmy do tej wioski. Teraz czekamy co się będzie działo, przewodnik w naszym imieniu negocjuje zgodę na odwiedziny. W wiosce kręcą się pojedyncze kobiety i mnóstwo dzieciaków. Zgoda jest – możemy wejść. Po kolei wysłuchujemy opowieści o spichlerzu, kukurydzy, pojedynczych domkach. Poznajemy tajniki mielenia kukurydzy, potem gotowania papy kukurydzianej. Dziewczyny prezentują się bardzo okazale w swoich tradycyjnych strojach i chętnie pozują do zdjęć. Wokół nas coraz więcej dzieciaków, filują na nasze torby i kieszenie z nadzieją na wypatrzenie jakichś drobiazgów lub upominków. Oczywiście nie zawiodą się bo raz po raz dostają a to coś słodkiego a to długopisy.
My wchodzimy do wnętrza jednego z domków, tam mama z maluszkiem zaledwie trzymiesięcznym. Biorę go na ręce i jestem od razu na wpół Himbą, przynajmniej jeśli chodzi o kolor. Ale i inni, którzy aż tak się z Maluchami nie spoufalali są przyprószeni ochrą. Na środku wioski dziewczyny przygotowują dla nas zakład fryzjerski, pokażą nam jak przygotować ochrę i jak czeszą swoje włosy. Robią to raz na trzy miesiące. Sporo pracy ale efekt niesamowity.
My nadal szalejemy fotograficznie słuchając jednocześnie opowieści o zwyczajach Himb. W tym czasie rozkłada się targ lokalny z bransoletkami, poduszkami, błyskotkami. Kupujemy małe pamiątki i przekazujemy na koniec zakupione dary. Żegnamy się z Himbami, potem z Opuwo i obejmujemy kurs na Kamanjab. Droga jest nam już dobrze znana, mija dużo szybciej niż wczoraj i bardzo szybko docieramy na miejsce. Dzisiaj nocleg z gepardami.
Najpierw brama wjazdowa, czekamy na jej otwarcie. Pojawiają się właściciele, pan wraz z kluczami do naszych domków odprowadza nas na miejsce. Mieszkamy w małych ale przytulnych domeczkach, mamy domek pod herbem orła, Basia i Edyta to dzisiaj lwice, Włodek i Basia mieszkają w Afryce, są jeszcze do kompletu słoń, nosorożec , lampart. Pierwsze co to prosimy o lodówkę z napojami, temperatura nas nie oszczędza i znowu jest nam bardzo gorąco.
Czasu nie ma zbyt wiele, bo o 16 zabierają nas pickupem do oswojonych gepardów. Są to trzy dorosłe koty i jeden maluch. Poznajemy historię każdej z nich i bawimy się do woli pod czujnym okiem właścicieli. Potem karmienie. Równie efektowne. Mamy także mała wojnę międzynarodową z małą grupą Niemców, które zbyt swobodnie komentuje po niemiecku nas i nasze zachowanie. Do końca dnia obmyślać będziemy słodką zemstę… (ostatecznie dobra kolacja zniechęciła nas do wymierzenia im kary).
Po części udomowionej ruszamy na farmę, gdzie „na wolności” żyje 11 kotów. Znajdujemy je dość łatwo, bo te przyzwyczajone do silnika podchodzą dość blisko, poza tym dla nich też mamy spore kawały mięsa zebry. Smacznego.
Na kolacje kuchnia domowa i pogaduszki przy winie i piwie. Dołączamy nawet na chwilę do dopiero co poznanej czwórki młodych Polaków, którzy podobnie jak my przemierzają Namibię…
Nie łatwo będzie dzisiaj zasnąć, jest upiornie gorąco, powietrze stoi, żadnego nawet najmniejszego podmuchu… A zbawienny deszcz i ciut wiatru dopiero nad ranem.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: