Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Birma 6-24.11.2012

Yangun: świątynia Shwedagon

07-11-2012

Być może to jedyna relacja z Birmy, ale w naszym wypasionym hotelu w Yangunie mamy internet a nawet Wi-fi, ale po kolei:

Podróż mieliśmy emocjonującą: samolot z Helsinek wystartował z półgodzinnym opóźnieniem i w Bankgoku mieliśmy niewiele ponad pół godziny by zdążyć na lot do Yangun. W dodatku nie można było nadać bagażu z Warszawy do Yangon więc w Bangkoku musieliśmy:
- przejść dwa kilometry do odprawy paszportowej,
- przejść odprawę paszportową (na szczęście nie chcieli od nas wiz),
- odebrać bagaże,
- przejść z drugiego na czwarte piętro do hali odlotów,
- przejść przez całą halę odlotów i nadać bagaże,
- przejść przez kontrolę paszportową,
- przejść przez kontrolę bezpieczeństwa.
Jakim cudem udało nam się to zrobić sam nie wiem. Na lotnisku w Yangun czekali już na nas Ola i Wacek, w miarę sprawnie załatwiliśmy wizy i odebraliśmy bagaż. Na lotnisku czekała na nas nasza lokalna przewodniczka Moon. Po drodze do hotelu wymieniliśmy trochę dolarów - z tym rzeczywiście jest cyrk - najdrobniejsze zagięcie albo milimetrowy znaczek dyskwalifikują banknot do wymiany.
Yangon ma już 6 milionów mieszkańców i korki nie ustępują tym z państw znacznie wyżej rozwiniętych - do hotelu jechaliśmy ponad godzinę.

Po szybkim przebraniu się, w Birmie jest teraz pora chłodna, więc jest tylko 30 stopni Celsjusza - udaliśmy się na zwiedzanie. Ponowny przejazd przez centrum zajął nam chyba jeszcze więcej czasu. Najpierw byliśmy na Scot's Market (oficjalnie nazywa się Aung San Market na cześć ojca - założyciela współczesnej Birmy - ale i tak wszyscy nazywają go po staremu, potem z zewnątrz i od środka zwiedzaliśmy kolonialne budynki z okresu panowania Brytyjczyków i chodziliśmy po stanowiącej jeden wielki targ dzielnicy chińskiej.


No i oczywiście byliśmy w Świątyni Shwedagon - duchowego serca BIrmy. Położona na wzgórzu 100 metrowej wysokości świątynia cała pokryta jest złotem i otoczona dziesiątkami złoconych pawilonów a w nich setkami posągow Buddy - to naprawdę robi wrażenie.
Wieczorem byliśmy pozytywnie zaskoczeni bogactwem zaserwowanej birmańskiej kuchni - owoce morza, ryby, zupa, którą można było samemu komponować, zestaw dań z grila, hinduskie potrawy z chili i ... Więcej nie zdołaliśmy już sprawdzić.
Kończy się bardzo długi dzień (wszystkie samoloty były pełne i o spaniu nie było raczej mowy) więc wcześnie udajemy się na spoczynek a jutro po śniadaniu wylatujemy do Mandalay.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: