Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Kanada i Alaska 29.05-15.06.2013

Przelot do Calgary, wypożyczanie aut

29-05-2013

Spotykamy się w Warszawie i punktualnie startujemy do Londynu. Lot mija nam bardzo szybko, tym bardziej, że część z nas od razu zasypia. W Londynie musimy przemaszerować z terminalu na terminal, potem śniadanie w wydaniu brytyjskim, tu spotykamy także Wacka i teraz już w komplecie samolot do Calgary. Dzisiaj przelot dzienny, ale i te 9 godzin minie nam dość szybko. Kilka posiłków, filmy, książki, pogawędki i ani się obejrzymy a kapitan zapowiada lądowanie w Calgary. Na sam początek bardzo miła niespodzianka, bo mimo zapowiedzi ulewnego deszczu mamy całkiem dobrą pogodę, bardzo dobra widoczność, z daleka widać szczyty Gór Skalistych całe pokryte jeszcze śniegiem. Odbieramy bagaże, tu małe zamieszanie, dość długo czekamy aż wszystkie walizy pojawią się na taśmie, i wtedy Iza zauważa, że brakuje Jej walizki. Szybko spisujemy protokół, i już mamy wychodzić, kiedy okazuje się, że czarna waliza stoi przy karuzeli i jest to właśnie ta poszukiwana waliza Izy. Musimy odwołać cały alarm i z bagażami w komplecie wychodzimy z lotniska. Tym razem nikt na nas nie czeka, i nie ma zorganizowanego transportu, idziemy sami do wypożyczalni i czekamy na kluczyki do naszych maszyn. Cała procedura przebiega szybko i bardzo sprawnie, i po chwili szukamy na parkingu nowych aut. W zestawie Jeep i dwa wielkie Fordy. Zapowiada się po amerykańsku. Wyjeżdżamy z lotniska. Trzech kierowców i trzy auta, pierwszy test, na szczęście na dzień dobry do przejechania niespełna 3,5 km, mieszkamy blisko. Formujemy kolumnę, która się nam za chwilę przerwie, zawracamy, jesteśmy wszyscy docieramy do hotelu. Tu pan majstruje coś przy naszych rezerwacjach, płonie gdy go pytam czy wszystko w porządku, potem znowu gdzieś grzebie, przewraca oczami, wreszcie nadchodzi manager, który robi to samo, aż wreszcie tłumaczy się, że nie widzi rezerwacji dla dwóch pokoi. Ommmmm, tylko spokój. My w tym czasie jemy jabłka, przeglądamy foldery, i marzymy o łóżku. A pan dwoi się i troi bo wcale nie zamierzamy odpuścić. Po dobrej pół godzinie mamy klucze, pokoje się znalazły, pan nas przeprosił a na pocieszenie basen i jacuzzi. Ale to pewnie jutro. Wpadamy do pokoi i mimo tego, że u nas właśnie 2 w nocy my szykujemy się do wyjścia na kolację. Lokal wybierała Aga, którą znamy od kilku lat, przemierzała z nami Nową Zelandię i Australię, zdobyła Kilimandżaro, a teraz jest naszą Gospodynią w Calgary, poznajemy także Mateusza. Stekhouse na powitanie z Albertą. Kusimy się na wielkie porcje mięsa. Podane rozmaicie: z pieprzem, grillowane, z krewetkami i krabami, ze szparagami i jajem sadzonym… Mięsko delikatne, bardzo wykwintne. I choć porcje końskie, to jednak znikają z talerzy. A w tym czasie Aga i Mateusz opowiadają nam o Kanadzie, pytamy jeden przez drugiego zmieniając tematy: o prędkość na trasie, o mandaty, o pieniądze i zarobki, o przemysł, o kuchnię, o zabytki… Skonani wracamy do hotelu, i gdy Polska wstaje my idziemy spać.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: