Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Kanada i Alaska 29.05-15.06.2013

Powrót do Anchorage, Przelot

14-06-2013

Nie ma żartów, czas wracać. Na sam koniec u nas za sterami Iza, która jest Asem z rękawa i dumnie oraz bardzo dzielnie prowadzi z Seward do Anchorage i odstawiamy auto na lotnisko. Tu jak zwykle rozgardiasz z walizami i ich nadaniem, najpierw pani chce nas skasować za nadanie bagażu, potem sprawdza bardzo skrupulatnie wagę każdej z walizek i każdy funt ponadprzepisowy musi zostać przepakowany do bagażu podręcznego. Absurd, ale bez dyskusji pakujemy nasze przewodniki, książki i buty do plecaków podręcznych i to starcza by nadać walizki. Potem jeszcze bałagan z kartami pokładowymi, ale ostatecznie wszyscy o czasie spotykamy się przy bramce odlotowej.

Errata do Vancouver: zupełnie pominięta przeze mnie opowieść o Krisie i kruku. Zaczyna się niczym bajka, ale wcale tak nie kończy. W Vancouver ostatniej nocy, Kris chciał zapłacić za parkowanie wrzucając monety do automatu przy ulicy. I w tym czasie zaatakował Go kruk, najprawdziwszy, wielki i czarny, mający jak się okazało na drzewie pod którym stał automat swoje gniazdo. Kris chcąc uniknąć ataku na głowę zrobił unik ale uderzył się o parkomat i rozkrwawił sobie mocno ucho. Zalany krwią wpadł do hotelu, gdzie recepcja i obsługa od razu zniknęła na zapleczu. Pomogli dopiero koledzy lekarze z grupy. I tak dzielnie do dzisiaj, czyli ostatniego dnia Kris chodził z plasterkami na uchu, a kiedy wychodził z Wackiem na zewnątrz na papierosa tegoż pamiętnego dnia w Vancouver prawie o północy, kruka już nie było, ale za to pojawił się szop. W centrum miasta. Nawet wrócili po Maćka, żeby potwierdzić swoją obserwację. Jak widać nawet wszystkie zwierzaki lgną do Krisa.
Errata do Cooper Landing: B. jest głodna, B. nie lubi słodyczy. Jedynym mięskiem jakie mamy w lodówce jest opakowanie boczku, które Wacek zakupił na śniadanie dnia poprzedniego. Skoro nie ma nic innego B. życzy sobie tenże boczek. Tyle że ma jeszcze jedno życzenie: musztarda. A ta niestety została w poprzedniej lodży, była zakupiona oczywiście z myślą o grillu, który robiliśmy ale niestety nikt jej nie zapakował. Nie zraża to głodnej B., która dzielnie mierzy się z boczkiem bez musztardy…  Niektórzy z nas nawet pomagają Jej w jedzeniu.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: