Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Kanada i Alaska 29.05-15.06.2013

Trasa widokowa w okół miasteczka Banff

01-06-2013

Dzień Dziecka – i od razu same niespodzianki. Po pierwsze piękna pogoda, po drugie wszystkie szczyty, które jeszcze wczoraj tonęły w chmurach – dzisiaj pięknie odsłonięte. Wreszcie mnóstwo zapału w nas na zwiedzanie Banff i okolic. Śniadanie oczywiście na słodko ale jest. Obsługa tak sobie miła, ale nie rozczulamy się tym zbytnio. Pakujemy nasze walizki, sortujemy się już docelowo w naszych autach i ruszamy. W pełnym słońcu najpierw przez miasteczko – perełka w górach, prawdziwy kurort, który na pewno tętni życiem zima, kiedy otwarte są tutejsze wyciągi, dzisiaj mimo 8.30 też nie jest pusto, wszyscy turyści podobnie jak my nie chcąc stracić pogody już na nogach i zwiedzają. My główną ulicą wysadzaną po jednej i drugiej stronie sklepikami, restauracjami, knajpkami i kawiarniami docieramy do niegdyś największego na świecie hotelu. Trudno mu nawet zrobić zdjęcie taki jest wielki. Podziwiamy widoki zza okien i zwiedzamy wnętrze. Czas na trasę widokową wokół miasteczka, po drodze punkty widokowe na zdjęcia i panorama na miasto, na hotel, na hoodoos, wypatrujemy stale dzikiej zwierzyny, gdzie podobno szanse na jej znalezienie są największe. Mamy kilka mulaków – zawsze coś. Szlak prowadzi nas nad Jezioro MInnawanka, i choć Krisy, Iza i Maciej byli tu wczoraj, to dzisiaj jadą także z nami, w słońcu te miejsca wyglądają inaczej niż wczoraj. Wracamy do miasta by się zatankować i napić dobrej kawy. Znajdujemy miejsce na ciastko albo kanapki i ruszamy nad Jezioro Louise, oczywiście to nadal szlak powtórkowy, ale rozochoceni widokami i słońcem liczymy na lepsze widoki. Okazuje się, że dzisiaj w słońcu i przy weekendzie znacznie więcej ludzi, dwa parkingi zastawione samochodami. A jezioro bardziej niebieskie było wczoraj niż dzisiaj, łapiemy jeszcze kajakarzy na jeziorze i ruszamy do Jasper. My jeszcze na chwilę zaglądamy nad Jeziero Moraine a potem dalej na północ, z autostrady zjeżdżamy na najpiękniejszą trasę górską na świecie, przy tej pogodzie mamy szanse na ocenę tego porównania i jedziemy. Dookoła sam park, więc musimy dostosować się do przepisów szybkości, naprawdę kusi nas wielokrotnie, żeby przyspieszyć, wyminą, pogonić, tym bardziej, że droga prosta jak drut, ale… nie dla psa kiełbasa. Więc wleczemy się zgodnie z przepisami delektując widokami za oknem. Pani z informacji turystycznej zakreśliła nam na mapie parku kilka najciekawszych punktów i staramy się realizować zwiedzanie podług jej wskazówek. Wychodzimy na tym bardzo dobrze, bo miejsca bardzo urokliwe. Mamy jezioro prawie zamarznięte, Mamy przecudne jezioro z atramentową wodą i to na wysokości 2700 metrów, do którego dojść musimy szlakiem pełnym śniegu, mamy także wodospady, jedynie poddajemy się przy lodowcu. Wycieczka samochodami na lodowiec jakoś nas nie przekonuje, tym bardziej że za kilka dni mamy podpłynąć pod wielkie lodowce na Alasce. Uzupełniamy nasze zbiory fauny kanadyjskiej o gęsi, owce, które najpierw jawią się nam jako owce, dopiero po rogach dorodnego samca, który wyskakuje na ulicę tuż przed samochodem Zbyszka udaje się nam prawdziwe rozpoznanie gatunku. Trasa rzeczywiście piękna , ośnieżone szczyty po jednej i drugiej stronie dodają jej bardzo wiele uroku. Towarzyszy nam maraton, albo bieg sztafetowy, albo inny bieg okazjonalny – nie bardzo możemy połapać się o co chodzi, biegacze rozwleczeni na odległości nawet 80 kilometrów, kilka met, samochody towarzyszące. Nagle przy drodze stoi kilka samochodów na światłach awaryjnych, wow mamy niedźwiedzia, spaceruje sobie zajadając świeżą trawkę tuż przy drodze. I jak mu teraz zrobić zdjęcia z daleka nie wysiadając samochodu? Oczywiście wysiadamy tak jak wszyscy, i mamy misia bardzo blisko, wydaje się nie zwracać na nas uwagi , nawet na Czesię, która dzielnie, nawet bardzo dzielnie pozuje mając go za swoimi plecami. My mamy większego stracha niż Czesia. Ale zdjęć mamy mnóstwo, odprowadzamy misia wzdłuż drogi, aż ginie w pobliskich krzakach. Brawo – miś czarny odnotowany na naszych listach zdobyczy. Teraz brakuje nam grizzly. Ale tylko w zbiorach indywidualnych, bo grupowo mamy uzupełnione braki owiec górskich i grizlliego. Krisy i Górale, którzy oddzielili się od nas chcąc zdobyć lodowiec widzieli wiele owiec a przed wjazdem do samego Jasper także misia grizzly. Wieczorem wybieramy się na kolację, dzisiaj kombinacja chińsko-włoska a potem gorące źródła w hotelu. Jest 22 i nadal jasno.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: