Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wietnam i Laos 8.11-2.12.2013

Śniadanie w Hanoi i podroz do Cao Bang

14-11-2013

Mielismy nadzieje,ze pociag spozni sie i dzieki temu bedziemy mieli wiecej czasu na sen, tym razem jednak byl punktualnie. Do Hanoi dojechalismy wiec o 4:40 i pojechalismy bezposrednio do hotelu, by przepakowac walizki, skorzystac z porannej toalety i ruszyc w dalsza podroz.O tak wczesnej porze tylko lokalne bary sa otwarte,wiec dzis mielismy sniadanie lokalne: zupe "pho bo"- jest ona podobna do naszego rosolu, z tym ze skladniki gotuje sie we wrzacej wodzie tylko ok 10- 15minut: makaron ryzowy, mloda cebulka,wolowina.Do tego sok z limonki,sos rybny,troche chili i zupa gotowa.Oczywiscie jedlismy ja paleczkami. Jak sie to robi?Nasza grupa to specjalisci: najpierw zjadamy caly makaron,mieso i cebulke,pozniej spijamy zupe.Do tego swiezo parzona zielona herbata jasminowa - pycha!. Miala byc i kawa,ale bylo zbyt wczesnie wiec przesunelismy ja na pozniej. Udalo sie natomiast kupic herbate w jednym z najbardziej znanych sklepow w Hanoi: paczkowana zielona naturalna i zielona jasminowa. 

Przejechalismy dzis prawie 300 km, z czego duza czesc w gorach. Trasa trwala wiec ok 8 godzin.Na szczescie wiekszosc czasu odsypialismy.Robilismy jednak rowniez sporo przerw. Pierwsza na lunch - znowu w lokalnej restauracji, gdzie oprocz pysznych dan z krewetkami,wolowiny, wieprzowiny i szpinaku wodnego sprobowalismy zupy z mulami.W sprzedazy byly rowniez pedraki smazone w woku,ale nikt nie skusil sie na ten rarytas.
 
Kolejne przerwy robilismy na sesje zdjeciowe i spotkania z pracujacymi rolnikami chroniacymi sie od slonca za pomoca charakterystycznych kapeluszy non la. Dluga jazde rekompensowaly nam widoki: soczyscie zielone zalesione gory o roznych ksztaltach na tle blekitnego nieba, pola ryzowe,uprawy ananasow i wioski domow na palach.Co jakis czas na srodku drogi staly bawoly, biegaly psy, czy przechodzila maciora z malymi prosietami, na ktore trzeba bylo mocno trabic, by laskawie sie ruszyly. Na gorskich serpentynach kierowcy mijali sie na styk czekajac do ostatniej setniej sekundy,by wykonac manewr. Nie dziwila wiec przeciazona ciezarowka przewrocona na skale, czy 2 wypadki samochodowo - skuterowe na trasie. My na szczescie mamy bardzo dobrego kierowce,  dobrze zna sie na jezdzie dzieki czemu czulismy sie bezpieczni.
 
Gdy dojechalismy do Cao Bang by zameldowac sie w upragnionym juz przez wszystkich hotelu, kierowca oczymal od nas gromkie brawa za dowiezienie nas do celu. My mielismy godzinke na szybka kapiel i udalismy sie na kolacje w jednej z okolicznych restauracji. Dzis z nowosci byly kalmary.Nie nalezaly jednak do najlepszych, ale za to zupa z owocow morza wiekszosci smakowala.
Wieczorne spotkanie na integracji jak zwykle sie odbylo. Degustowalismy napoje z owocem granatu .Po dlugim dniu nadszedl czas na odpoczynek i dluzszy sen: jutro wstajemy o 8:00! :)


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: