Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wietnam i Laos 8.11-2.12.2013

Cai be, Mekong

25-11-2013

Dziś przejazd do Cai Be, skąd mieliśmy rejs łódką do Lodgy na Mekongu. Podczas rejsu odwiedziliśmy pływający targ oraz wioskę, gdzie produkuje się przysmaki ryżowe, cukierki kokosowe, wino ryżowe i miód. Próbowaliśmy wszystkiego, łącznie z wódką ryżową z kobry. Dopłynęliśmy do lodg o 13:00 i zostaliśmy przywitani pysznym, wielodaniowym obiadem. Następnie chwila na relaks w pięknych, nowych lodgach z bambusowym wystrojem wnętrz. Dodatkowo każdy domek miał swój mały basen, z wodą idealną do popołudniowej sjesty. O 15:20 wyruszyliśmy na przejażdżkę rowerową po okolicznych wioskach. Po 15 minutach okazało się, że nie wszyscy czują się pewnie na tych rowerach jadąc wąską ścieżynką wzdłuż domów. Asia zdecydowała, że wraca i poczeka na nas w lodgy. Zaproponowałam wspólny spacer zamiast rowerów, ale reszta wspólnie zdecydowała, że jest to dodatkowa atrakcja i jedziemy.

Przepłynęliśmy promem na drugą stronę rzeki, gdzie szerszą alejką ruszyliśmy w dalszą drogę. Jechaliśmy jeden za drugim. Co jakiś czas z naprzeciwka jechała motorynka. Trzeba było opanować hamowanie, co niektórym zajęło trochę czasu. Zdarzyło się jedno niegroźne hamowanie w kaktusach. W końcu udało się złapać wspólny rytm do czasu, aż jadący z naprzeciwka motor nie wystraszył Ani jadącej w środku, co spowodowało, że przewróciła się na rowerze. Obok był akurat rów więc wykręciła nogę, kostka spuchła. W czasie gdy lekko zdezorientowana Ania dochodziła do siebie, niebo zaszło ciemnymi chmurami i dokładnie 5 minut później zaczął padać intensywny, tropikalny deszcz. Przeszliśmy z Anią i rowerami do najbliższego gospodarstwa domowego. Panie mieszkające tam przyjęły nas z otwartymi ramionami. Dały wodę z solą oraz lód do okładów i herbatę dla poszkodowanej. Wszyscy dzielnie się spisali. Każdy miał swoje zadania. Ja z Kasią robiłyśmy lodowe okłady, Dorota z Markiem zbierali deszczówkę do polewania co jakiś czas nogi. Reszta wspierała dając nowe chusteczki i inne potrzebne na bieżąco rzeczy.
Wezwaliśmy pomoc. Najważniejszym zadaniem było przewiezienie Ani na motorynce do portu, byśmy mogli stamtąd wyruszyć do szpitala. Panowie usadzili Anię bezpiecznie na miejscu pasażera z odpowiednio opatrzoną i zabezpieczoną nogą. My odcinek do portu doszliśmy już na piechotę by nie kusić dodatkowo losu. W porcie czekała już na nas prywatna łódka, którą dopłynęliśmy do naszych lodg. Grupa została by uczestniczyć w kursie gotowania. Ja z Anią, lokalny przewodnik oraz Marek, który zobowiązał się, że pomoże przy ewentualnym przenoszeniu poszkodowanej, ruszyliśmy łódką do portu. Tam czekała już na nas taksówka, którą udaliśmy się do oddalonego o 40 km od Cai Be szpitala.
Znaleźliśmy dla Ani wózek inwalidzki, by łatwiej było się poruszać i ruszyliśmy na izbę przyjęć. Duża sala z kilkunastoma osobami o różnych dolegliwościach może i nie nastrajała, ale my staraliśmy się zachować bezstresową atmosferę i nawet nam się to udawało. Poprosiłam o zrobienie prześwietlenia. Najpierw wypełnianie dokumentów, przedpłata, w końcu Ania została przewieziona na rentgen. Kazano nam czekać na korytarzu. Tam na dostawionych łóżkach bądź matach również chorzy, którzy nie mieli tyle szczęścia by dostać miejsce w Sali szpitalnej. Po ok. 10 minutach przyszła Pani doktor i wróciliśmy z powrotem do Izby przyjęć… czekanie… będzie pęknięcie czy nie.. Przyszedł lokalny przewodnik… zdjęcie nie wykazuje żadnego pęknięcia. Dostajemy receptę na tabletki. Spuchnięta noga zabandażowana, mamy czekać 3 dni, opuchlizna powinna zejść. Wielka ulga, smsy do reszty grupy i powrót najpierw do Cai Be, następnie łódką do Lodg.
Na miejsce dotarliśmy ok. 21:00, zadowoleni z pozytywnego zakończenia dnia. Reszta już nas oczekiwała na pomoście. Przenieśliśmy Anię do restauracji. Tam nasza trójka dostała zaległą kolację, przygotowywaną przez resztę grupy, która była wyśmienita. Ania, w geście podarunku dostała od kelnerów dodatkowo specjalną zupę, przypominającą trochę kleik ryżowy, również bardzo dobrą.
Nadszedł czas podsumowania wspólnego wyjazdu. 2 lokalne wina Dalat, małe upominki, wesołe rozmowy przy stole i wspominanie tego co się nam najbardziej podobało w Wietnamie, co nas zaskoczyło i ile przygód nas spotkało. Pełni wrażeń dzisiejszego dnia, ok. 22:00 udaliśmy się do swoich domków. Niektórzy spotkali się później spontanicznie na wspólnym biesiadowaniu w jednym z baseników przy lodgy. Długi dzień zakończyliśmy o 24:00.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: