Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Wietnam i Laos 8.11-2.12.2013

Wietnam, Ho Chi Minh

24-11-2013

Dzisiejszy dzień nas nie rozpieszczał - wczesna pobudka, intensywny program, ale za to mnóstwo dodatkowych atrakcji. Zaczęło się od zepsutej kłódki w moim bagażu, którą o 5:30 rano obsługa musiała przecinać za pomocą obcęgów i nożyc. Następnie, po serdecznym pożegnaniu Szu i kierowcy i dość sprawnej odprawie okazało się, że Krzysztof zapomniał wyjąć olejków i noża z bagażu podręcznego, więc cofaliśmy się by nadać go jeszcze raz (na szczęście bezproblemowo). W samolocie pozytywna niespodzianka, gdyż Kasia leciała klasą Business, dzięki czemu mogliśmy jej oddać część naszego już mocno przepełnionego bagażu.

Sajgon przywitał nas temperaturą 28 stopni o 9:15 rano. Pierwsze godziny zwiedzania mieliśmy więc w temperaturze ponad 30 stopni. Wszyscy się z tego bardzo cieszyli, ponieważ ostatni tydzień był dość deszczowy. W hotelu niespodzianka - mogliśmy się zameldować już od rana, więc każdy mógł się przebrać w sandałki i letnie ubrania.
 
Warto poświęcić jeden akapit naszemu nowemu przewodnikowi o imieniu Long, czyli po angielsku "długi" choć jak sam powiedział, on jest "krótki" ale nic na wybrane przez rodziców imię poradzić nie może. W symbolice wietnamskiej imię "Long" ma dużo ważniejsze znaczenie, ponieważ oznacza "smoka". Przez ostatnie 2 tygodnie dyskutowaliśmy na temat przewodników: Ken, typowy patriota i perfekcjonista, Szu, pasjonatka swej pracy, uwielbiająca poznawać nowych ludzi, Long, mający typowy dla Azjatów rozczulający angielski akcent, z poczuciem humoru nazwanym przez niektórych rewelacyjnym, a przez innych frustrującym.Każdy miał swego ulubieńca. Long jest ulubieńcem Kasi:)
 
O 11:00 ruszyliśmy na zwiedzanie. Zaczęliśmy od ścisłego centrum: budynek poczty głównej z  czasów francuskiego kolonializmu.Obok katedra Notre Dame, wzorowana na paryskiej, przy której sesję zdjęciową robiły sobie w niezliczonej ilości wietnamskie pary młode. Następnie spacer do opery wietnamskiej z początku XX wieku oraz ratusza z tego samego okresu. Spacer zakończyliśmy przy głównym targowisku sajgońskim, gdzie najpierw w słynnej restauracji PHO 2000 zjedliśmy pyszną lokalną zupę Pho z dużą ilością chili i limonki ( Restauracja słynna, ponieważ w 2000 roku odwiedził ją sam prezydent Clinton). Następnie mieliśmy godzinę czasu na zakupy.
 
Po zakupach ruszyliśmy w kierunku Pałacu Zjednoczenia, który okazał się być zamknięty do 15:00. Odbywało się tam ważne spotkanie z prezydentem Mongolii. Postanowiliśmy więc pojechać najpierw do Muzeum historii Wietnamu. Tam przypomnieliśmy sobie najważniejsze okresy w historii Wietnamu. Następnie wróciliśmy do Katedry Notre Dame, by zobaczyć jej wnętrza, gdyż otwierają ją tylko między 15:00 a 16:00. Na końcu udaliśmy się do Pałacu Zjednoczenia, skąd właśnie wyjeżdżał Prezydent Mongolii.
 
W Pałacu Zjednoczenia spędziliśmy sporo czasu zwiedzając dokładnie każdą komnatę. Czas zwiedzania wydłużył się, ponieważ w oka mgnieniu piękne słońce zaszło za potężnymi chmurami deszczowymi i zaczęła się ulewa trwająca ponad godzinę. Mogliśmy więc zobaczyć również, jak z ulewami radzi sobie sajgoński system kanalizacyjny: otóż nie radzi sobie wcale. Na czas ulewy ulice są zalane wodą mniej więcej po kostki, a nawet głębiej, ale jak to powiedział Long, ich miasto jest i tak w lepszej sytuacji niż Hanoi czy Ha Long, ponieważ nie zdarzają się u nich tajfuny.Wracając do hotelu niektórzy z nas zdjęli sandały by przejść przez uliczny potok nie mocząc butów.
 
Warto tu wspomnieć o pierwszej reakcji grupy na stolicę południowego Wietnamu, cytuję: "Istny sajgon" Ćwiczenia w przechodzeniu przez ulicę na pasach w Ha Noi na nic się zdały, gdyż w Ho Chi Minh wymaga to jeszcze większej odwagi i uwagi. Dlatego na większości pasów przy zabytkach stoją policjanci, którzy zatrzymują specjalnie dla nas ruch, byśmy przeszli bez wypadku. Chodniki przepełnione są ludźmi, a na 10 milionów mieszkańców szacuje się ok 5 milionów motorów. Może więc czas, by jakiś sławny artysta napisał piosenkę o motorach w Sajgonie podobnie jak to Katie Melua śpiewała o 9 milionach rowerów w Pekinie..
 
O 19:00 udaliśmy się na wspólną kolację, podczas której co niektórzy zamówili sobie dodatkowe porcje deseru. Z nowości próbowaliśmy jajecznych sajgonek i sałatki z zielonego mango. Na prośbę grupy po kolacji próbowałam przekonać przewodnika i kierowcę do zatrzymania się obok księgarni w drodze do hotelu. Dlaczego? Podczas rejsu po Ha Long w ramach rozrywki tworzyliśmy wzory z wietnamskiej drewnianej układanki. Tak nam się to spodobało, że od 2 tygodni poszukiwaliśmy księgarni, w której moglibyśmy to kupić. Dziś przy okazji czasu wolnego na targowisku Kasia z Marysią wybrały się na dłuższy spacer i znalazły księgarnię.Wytłumaczenie na migi i rysunkowo niczym w prawdziwej rozgrywce kalambur zajęło im dobre 15 minut. Najpierw Kasia rysowała, później pukała drewienkiem, w końcu udało się - odnalazły naszą upragnioną układankę. Kupiły z zapasem by nam odsprzedać, ale okazało się, że chętnych jest dużo więcej, tak więc wizytę w księgarni powtórzyliśmy po kolacji. Dzięki Kasi i Marysi zadowolona była grupa jak i sprzedawcy sklepu, którzy wyprzedali prawie wszystkie układanki
 
Jutro Delta Mekongu. Jeszcze tylko 2 dni razem, a później dzielimy się na dwie grupy. Krzysztof z 4 osobami dłużej w Sajgonie, ja z 5 osobami w Laosie.
Pozdrawiamy ze słonecznego i jednocześnie deszczowego Ho Chi Minh


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: