Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Bhutan 29.03-13.04.2014

Bhumtangu

08-04-2014

Na szczęście padało tylko w nocy. Rano mamy już bardzo ładną pogodę. Ruszamy na całodzienne zwiedzanie stolicy. Ponieważ mamy bardzo długą listę życzeń staramy się zacząć skreślać kolejne pozycje. Przy wyjeździe z Bhumtangu widzieliśmy strzelających z łuku, a że to tu sport narodowy chcieliśmy się zatrzymać. Nasz przewodnik jednak obiecał pokazać nam lepsze przedstawienie  z łucznictwa w stolicy. Przyszedł na to czas. I rzeczywiście na stadionie tuż nad rzeką, są zawody w łucznictwie. Jednocześnie do tarcz, które okazują się dla nas największym zaskoczeniem strzelają z odległości 140 metrów 4 drużyny. Chowamy się w bezpiecznej odległości schodząc z linii strzału i podziwiamy zawody. Bardzo nietypowe. Tarcza maleńka na desce wbitej w ziemię. Strzały i łuki wykonane z bambusa, bardzo tradycyjne. W drużynach sami panowie, w strojach narodowych. Pokrzykują, ustawiają się dwójkami, potem w szeregu, tańczą. A jak tylko zdobędą punkt, co jednak ze względu na odległość nie zdarza się aż tak bardzo często tańczą. Naprawdę. Śpiewają i tańczą. Radość na całego. Widać jak bardzo zaangażowani są w grę.

Kolejny punkt programu to stupa. Podoba się nam bo sporo tu lokalnych mieszkańców. Potem odwiedzamy sklep z tkaninami, piękne ale bardzo drogie. Czas na posąg Buddy dominujący na wzgórzu nad miastem. Spacerujemy, robimy zdjęcia i jedziemy do zoo. Właściwie mini zoo, chcemy zobaczyć takina, mieszankę kozy i krowy według tutejszej legendy: narodowe zwierzę Bhutanu. Rzeczywiście wyglądają bardzo komicznie. Ale możemy obejrzeć je z bardzo bliska, poza nimi w zoo kozy górskie, jelonki. Przerwa w mieście na zakupy. Odkrywam nawet całkiem przyjemną kawiarnię z kawą i ciastem – tego mi najbardziej tu brakuje. Nie ma w ogóle słodyczy. Z rzadka pojawiająsię owoce na deser.
Przerwa na mini odpoczynek a popołudniem zwiedzamy dong. Po raz pierwszy spotykamy wszystkich turystów w stolicy. Dzong otwierany jest dopiero o 17, wtedy kiedy opuszczą go jego pracownicy. Musimy poczekać  aż ostatni z nich wyjdą z biur. Po drodze spotykamy kolejnego ministra, który widząc, że jest obserwowany macha nam i się uśmiecha. Wszyscy kłaniają mu się w pas. A wcześniej dzisiaj widzieliśmy konwój i samochód, w którym jechała sama królowa. Dobry dzień.
Dzong imponujący, po nim nieplanowany przystanek na kawę. I to w miłej kawiarni z ciastkiem po raz kolejny dzisiaj. Powtórzę: dobry dzień. W hotelu kolacja i to smaczna. A na dodatek okazja do toastów i tort urodzinowy. Tym razem dla Basi. Sto lat.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: