Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Sri Lanka Sylwester 29.12.2014-11.01.2015

Dalej w drogę!

02-01-2015

Ponieważ miejsce gdzie śpimy jest wyjątkowo urokliwe zamierzamy wykorzystać je jak najdłużej, stąd przedpołudnie zajmiemy sobie leniwym sutym śniadaniem, potem kąpiele nad basenem, spacery po plaży, leniuchowanie z książkami i zaległymi gazetami. Jednak przyzwoitość i dusza podróżnika nie da nam za długo usiedzieć bezczynnie na miejscu, ruszamy dalej, tym razem na południe, docelowo do Parku Narodowego Yala.

Zanim jednak park to bardzo urokliwa trasa przejazdowa wzdłuż wybrzeża. Polujemy na jedną z atrakcji Sri Lanki czyli rybaków na kijach, ci rzeczywiście się pojawiają, ale od razu widać, że ożywiają się tylko wtedy jak ich przedstawiciel zbierze odpowiednią sumę, cóż jeśli nie ma wyboru musimy przystać na takie warunki.

Kolejny postój to także atrakcja dodana do naszego programu obowiązkowego, skoro ze względów bezpieczeństwa nie będziemy mogli zobaczyć najbardziej na północ wysuniętego cypla Sri Lanki to odnajdujemy miejscowość Dondra i latarnię morską, która sięga najdalej na południe. Zanim jednak dotrzemy do latarni, to gubimy się w jednej z wąskich uliczek, przy nawracaniu  tylne koło naszego busika ląduje w kanale odprowadzającym wodę. Wysiadamy sprawnie by pomóc autu wydostać się z dziury, ochoczo do dźwigania ciężkiego samochodu lgną się sami z siebie okoliczni mężczyźni. Nie wydawało się nam, że może się im to udać, a jednak. Na szczęście mylnie oceniliśmy ich możliwości i już jesteśmy uratowani i możemy jechać dalej. Skoro jesteśmy już tak blisko oceanu to zaglądamy do tutejszego bardzo barwnego portu, pan ochroniarz informuje nas o konieczności uiszczenia symbolicznej opłaty, oczywistym jest, że nas naciąga, a jednak znowu błąd, dostajemy w zamian najprawdziwsze drukowane bilety wstępów.

Port jest bajkowo kolorowy, łodzie, mniejsze i większe, żółte, niebieskie, pomarańczowe, czerwone, krzykliwe kolory zebrane w jednym porcie robią wrażenie.

Wreszcie docieramy do latarni, tutaj obchód, przy wyjściu obkupujemy się w ciastka i ciasteczka od obwoźnej piekarni i teraz już droga do ponadprogramowej świątyni. Podobno jest pięknie zdobiona malowidłami na ścianach i sufitach i pamięta bardzo stare czasy.

Trochę przeraża nas ilość schodów do pokonania, ale podejmujemy wyzwanie i maszerujemy wraz z lokalnym przewodnikiem do pierwszych jaskiń. Malowidła rzeczywiście imponujące, dodatkowo jesteśmy tu prawie sami, wolno nam wejść w każdą dziurę i robić zdjęcia do woli.

Drugi i trzeci poziom jaskiń też zdobywamy, Nie zdążymy zdobyć samego szczytu, bo zachód słońca tuż, tuż. Na dole przy samochodzie pożywny posiłek, tym razem tylko arbuz, wcześniej były banany i teraz już prosto do hotelu.

Nocujemy z polami ryżowymi za płotem, głodni zajadamy się pikantną kuchnią i snujemy plany na jutro.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: