Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Brazylia 8-27.03.2015

Argentyna

22-03-2015

Przed nami ostatni dzień na całodzienne zwiedzanie Brazylii. Zerkamy nieśmiało na niebo, zgodnie z prognozą pogody miało być dzisiaj bardzo gorąco. Jednak póki co marudzimy bo jest dość rześko. Przed nami wizyta w Parku Ptaków.

Park jak duży i ma sporo różnych ścieżek nas jednak najbardziej interesują woliery z tukanami, papugami i kolibrami. Przy okazji znajdujemy flamingi, motyle, węże, kajmany, anakondy.

Jest okazja do zdjęć z papugami na rękach i korzystamy oczywiście ze wszystkich opcji. Nie odpuszczamy także żadnemu sklepikowi.

Punkt programu numer dwa to Argentyna i wodospady oglądane od tej strony. Dzisiaj niedziela, dodatkowo święto narodowe i w parku pełno ludzi, wydłuża to oczekiwanie na kolejkę, którą jedziemy do Gardzieli Diabła, za to widok zapiera dech w piersiach. Jest cudnie. I jak na zamówienie niebo przejaśnia się i widać błękitne chmurki i coraz więcej słońca. Tego właśnie nam było trzeba. Widok super, dlatego ciśniemy się do barierek by zobaczyć wodospad z bardzo bliska.

Lunch bardzo smaczny. Potem spacer po górnych trapach skąd rozpościera się jeszcze inny i równie piękny widok na wodospady z góry. Wszystko prezentuje się nadzwyczajnie, słońce spowodowało pojawienie się wielkiej niczym książkowej tęczy. Teraz to tylko wydłuża nasz spacer ponieważ co rusz przystajemy na fotografowanie się z tęczą, i bez.

Na sam koniec pobytu w Argentynie mamy zaplanowany przejazd łódką – pontonem pod same wodospady. Najpierw sceptycznie przebieramy się w stroje nie wierząc za bardzo, że jest to zasadne będzie aż tak mokro. Jednak już po kilku chwilach na łodzi okazuje się, że jesteśmy przemoczeni od stóp do głów.

Ale bawimy się przednio, na szczęście słońce już się nie chowa, woda w wodospadach ciepła i tylko dzięki temu jest przyjemnie. Pan kapitan nie szczędzi swych umiejętności i podpływa naprawdę blisko, a by było sprawiedliwie pan obraca się łodzią wprawnie by każda ze stron była tak samo mokro.

Podoba się nam, na brzegu przebieramy się i mokrzy ale zadowoleni wracamy do autobusu. I tak udało się nam i z pogodą i z atrakcjami, widzieliśmy wodospady od strony brazylijskiej, argentyńskiej, z góry bo z helikoptera i z dołu bo z łódki.

Trudno jednogłośnie określić z której strony widok był najlepszy, głosy bardzo podzielone, jedni forują Argentynę, inni bronią Brazylii.

Jako zaprawieni w boju turyści, nierzadko ex harcerze szybko wpadamy do hotelu, robimy się na bóstwa i jedziemy na pożegnalną kolację.

Otwieramy ją caipirinhą a potem po raz ostatni wspólnie raczymy się mięsiwami. Jest nam dobrze i smacznie, dziękujemy sobie za wspólny pobyt na trasie.

Grunt to sympatyczna i zgodna grupa i tak było i tym razem, po prostu było nam ze sobą dobrze. Nie możemy skończyć kolacji, są wspólne zdjęcia, wymienianie się numerami telefonów, wspólne plany na dalsze spotkania i wyprawy.

Potem jeszcze uruchamiamy programy i przegrywamy sobie oraz przesyłamy zdjęcia z trasy. Aż żal się rozstawać.

Po powrocie do hotelu nie chce się nam tak po prostu rozejść do pokoi, dlatego organizujemy się w dwóch drużynach i rozgrywamy partyjkę bowlingu. Idzie nam super, bijemy rekordy.

Na sam koniec dopijamy zapasy naszych lokalnych trunków i niepocieszeni idziemy spać.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: