Zobacz relacje z wyjazdów do Afryki, Azji i Ameryki - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Brazylia 8-27.03.2015

Dotarliśmy do Amazonii

15-03-2015

Lot do Manaus mija szybko, tym razem po raz pierwszy lecimy prawie trzy godziny. Przejrzystość powietrza pozwala nam na kilkanaście minut przed lądowaniem w Manaus na obserwowanie z góry licznych dorzeczy Rio Negro. Co bardziej uważnym udało się nawet wypatrzeć spotkanie obu rzek Rio Negro i Rio Solimoes z góry. Poza tym zieleń, bardzo dużo zieleni. Przy wyjściu z lotniska uderza nas ściana wilgoci i bardzo parne powietrze. Jest naprawdę gorąco. Chwilowo nie pada, ale na pewno dopiero co padało i za chwilę będzie padać. W końcu to najbardziej deszczowy region na ziemi.

Czeka na nas nasz przewodnik, który najpierw autobusem zabiera nas do portu, startujemy z prywatnej mariny, od naszego ośrodka dzieli nas tylko pół godziny drogi. Rzeka widziana po raz pierwszy z bliska robi wielkie wrażenie. Jej brzegi są ledwo widoczne, za to po horyzont widać tylko bezkres wody.

Jest gorąco, powietrze bardzo parne. Docieramy do naszego ośrodka bardzo sprawnie, na powitanie kolorowe koktajle z soku . Potem przerwa na lunch i klucze.

Mamy chwilę na przebranie się i ruszamy mniejszą łodzią motorową do małej osady tuż obok ośrodka, by tam zobaczyć z bliska obróbkę manioku i poznać tajniki pozyskiwania gumy z tutejszych dziko rosnących drzew kauczukowych, które na przełomie poprzedniego wieku uczyniły to miasto najbardziej znanym na świecie.

Przypadkiem zaczepiamy także o mini sklepik z rękodziełem, kusimy się na kolczyki i plecione obrączki oraz bransoletki.

W mini szpitalu ze słoiczkami i buteleczkami poznajemy kilka roślin i ich tajemne moce uzdrawiające, po raz pierwszy słyszymy o wielkiej rybie pirarucu. Mamy nawet okazję by zobaczyć jej łuski i język. Już w deszczu wracamy do naszej lodży na kolację, a wieczorem ruszamy na poszukiwanie kajmanów.

Nie trzeba jechać zbyt daleko, tuż za zakrętem w poświacie wielkiego szperacza, który mamy ze sobą świecą się oczy zwierzaków. Najpierw nie dajemy wiary, ale udaje się nam wpatrując uważnie zobaczyć jak świecące oczy wpełzają do wody i wtedy nie mamy już wątpliwości. Przybijamy do brzegu, nasz przewodnik i opiekun lokalny wychodzą na brzeg, zaczajają się w krzakach by za chwilę przynieść nam do łodzi małego kajmana. Trochę nie wierzymy, że tak po prostu upolowali go i teraz możemy oglądać go z bliska, ale kiedy po sesji zdjęciowej wypuszczają go na naszą prośbę ot tak po prostu na brzegu nabieramy w nich trochę wiary.

A jeszcze zapomnieliśmy wspomnieć, że wcześniej zostaliśmy zaproszeni na wycieczkę dodatkową małymi canoe wśród zalanych akurat o tej porze roku roślin namorzynowych. Było bardzo przyjemnie, cicho i tajemniczo.

Wieczorem przy caipirinhi, winku lub piwie, w lobby, na plaży lub na tarasach zasiadamy by chłonąć odgłosy dżungli.

Jest magicznie.

Niestety nie może być idealnie, zdawkowo by nie opisywać wszystkich szczegółów podpadł nam nasz przewodnik, który okazał się być wyjątkowo nieuczciwy. I choć sprawa dotyczyła bezpośrednio mojej zguby, przy dużym moim w tym udziale, to jednak jego postawa i żądanie okupu za zwrot spowodowało naszą niechęć. Na szczęście sprawa się wyjaśniła i następnego dnia dostaliśmy innego przewodnika, który okazał się o niebo lepszy.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: