Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Brazylia 8-27.03.2015

Jeepami po Rio

11-03-2015

Niektórzy z nas zaczynają dzień bardzo wcześnie, orzeźwiająca kąpiel na Copacabanie i spacer po plaży.

Spotykamy się na śniadaniu, szykujemy się na przejażdżkę po Rio jeepami. Ruszamy o 9:00. Dwa auta, trzech przewodników, dwóch kierowców i my. Pogoda akurat, wbrew prognozom nie pada, słońce za chmurami i 30 stopni. Przyzwyczajamy się powoli do temperatur i pogody.

Jazda odkrytym autkiem to zupełnie coś innego niż zwiedzanie z autobusu. Zatrzymujemy się wszędzie gdzie jest coś ciekawego do sfotografowania.

Pierwszym punktem programu jest spacer po Ogrodzie Botanicznym. Aleja palm królewskich jest imponująca, nad ogrodem cały czas góruje Chrystus z rozpostartymi ramionami, mamy go na naszych zdjęciach już z każdej strony. Nad stawkiem z kwitnącymi liliami i lotosami śpiewamy gromkie Sto lat po polsku i po portugalsku, Bożena ma dzisiaj urodziny. Nie ma co piękne miejsce na świętowanie.

Punkt programu numer dwa to Favela Rocinha. Wjeżdżamy około południa to czas kiedy dzieciaki te najmłodsze kończą szkołę, na ulicach tłok, moto taxi przemykają obok nas, sporo pieszych, Wywóz śmieci, policja kierująca ruchem, spacerujemy trochę by potem schronić się na tarasie jednego z domów i zobaczyć favele z góry. Stąd wyglądają mniej przerażająco.

Jesteśmy głodni ale decydujemy się na posiłek dopiero w dzielnicy Santa Teresa, by tam dojechać wybieramy dłuższą ale za to wyjątkową drogę przez Las Tijuca. Warto było, mamy bardzo dobrą przejrzystość powietrza i co jakiś czas, kiedy ściana lasu się przerzedza piękny widok na Rio z góry. Rozpoznajemy bezbłędnie poszczególne dzielnice i plaże.

W Santa Teresa niestety nie ma tramwaju, który jest duża atrakcją, ale akurat trwa remont szyn i wagoniki czekają w zajezdni aż znowu wyjadą na strome uliczki Rio.

Tu znajdujemy knajpkę wpasowaną klimatem  do całej dzielnicy i zajadamy się bułami i acai. Miał być koktajl, zrobił się sorbet ale i tak pyszny.

Schody Salerona to bardzo kolorowe miejsce do którego docieramy mijając po drodze sceny z wypadku. O mało nie udzieliliśmy ofiarnie pomocy bardzo przystojnemu Brazylijczykowi zalanemu krwią stojącemu na środku drogi. Dopiero za zakrętem odkryliśmy całą wielką i profesjonalną ekipę filmową, która nagrywała jedną z telenowel brazylijskich.

Na sam koniec Stern i Sauer to dwaj wiodący producenci biżuterii, jeden ma złoto i kamienie, drugi też to ma. Oglądamy świecidełka i cacka i niektórzy z nas znajdują tu coś dla siebie. Ściśnięci jak sardynki w busiku wracamy do hotelu, po drodze na plaży piękna tęcza.

Krótka przerwa i w pełnej gali spotykamy się na kolacji, jest tort i Sto lat a potem spontanicznie ruszamy do miasta na tańce. I choć wtorek nie zapowiada tłumów to w klubie w dzielnicy Lapa spory ruch, muzyka na żywo, rytm samby zaczyna przenikać nas od stóp do głów, najpierw urodzinowe toasty a potem ruszamy w tany. Wracamy o północy, bo jutro kolejny dzień pełen wrażeń przed nami.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: