Relacje - ESTA Travel
Biuro Podróży ESTA Poznań

Brazylia 8-27.03.2015

Pierwszy dzień w Rio

10-03-2015

Trochę przerażające były prognozy pogody na najbliższe dni w Rio, miało lać a nawet burze z piorunami.

Tym bardziej cieszy mnie widok słońca za oknem i to bardzo wcześnie bo o 6:30 rano. Zmiana czasu robi swoje i tak dobrze, że udało się nam dospać do końca nocy. Ciepło, gorące powietrze wpada przez uchylone okno. Ma być znowu podobnie jak wczoraj ponad 30 stopni.

Najpierw śniadanie, wreszcie spotykamy się wszyscy w komplecie.

Brakuje tylko mojego bagażu, ale szansa na dolot dopiero dzisiaj wieczorem, utknął w Paryżu.

Mamy przedpołudnie wolne, ale umawiamy się na wspólny spacer po Copacabanie, to bardzo dobry pomysł, bo przy okazji opowiadamy sobie trochę o plaży, zaglądamy to tu to tam. Poniedziałek rano, ruch niezbyt duży, wszyscy w pracy, plaża powoli zapełnia się sportowcami, niewielu turystów.

Spacerujemy po deptaku Avenidzie Atlantica. Widok na Copacabanę idealny, w tle Głowa Cukru i dostojny Chrystus na Corcovado.

Maszerujemy trochę po deptaku, potem jednak ciągnie nas do wody i idziemy po plaży na sam brzeg, od razu wyłapuje nas naganiacz, który dzielnie asystuje nam niosąc obok krzesła/leżaki, proponuje nam też parasole i coś zimnego do picia.

Woda rześka ale nam nie straszna i Bożena oraz Janek idą popływać, jak sprawdzą woda ma 24,7 stopnia.

My zasiadamy na leżakach, słońca nie ma bardzo ostrego, ale jak się okaże i tak opala, są czerwone dekolty, ręce, ramiona i nosy.

Zostaliśmy dostrzeżeni jako grupa turystów, wieść rozniosła się wśród miejscowych sprzedawców i aż roi się od panów z kapeluszami – od tych nie kupujemy nic, od panów z naręczem pareo – kupujemy jedno pareo z mozaiką czarno-białą i napisem I love Rio, potem od pani kolejne pareo w tukany, hitem okazuje się pan, który w worku ma koszulki czarne z białymi pasami – sprzedaje aż 4 sztuki, a my wchodzimy w handel hurtowy.

Szczęści się też sprzedawcy caipirinhi.

Miło gawędzimy, spacerujemy po plaży, w drodze do hotelu zaczepiamy o sklepik z przekąskami i świeżymi sokami.

O 14 ruszamy na półdniowe zwiedzanie miasta, niestety pogoda się popsuła i zaczęło padać. Właściwie tylko kropić, i nadal jest bardzo ciepło ale wolelibyśmy zwiedzać w słońcu.

Trasa po plażach, docieramy do katedry, potem do starej kawiarni na kawę i ciacho. Zajadamy się i idziemy na wystawę prac Kandinskiego.

Potem Sambodrom a na sam koniec jednak zapada decyzja by wspiąć się na Głowę Cukru. I to bardzo dobry wybór, bo niebo się przetarło, zaszło słońce, widoki zapierające dech w piersiach i z Urci i z samego szczytu Głowy Cukru, poza tym caipirinha z takim widokiem nie zdarza się zbyt często.

Wracamy do hotelu na późną kolację. Jest super, jesteśmy tu dopiero dzień a tyle się wydarzyło. Bosko.


Spodobała Ci się ta strona? Udostępnij ją!

Pojechali i napisali: